Wycieczka do Gliwic

(nie) zwykła podróż Gliwice

Niby to zwykłe miasto na Śląsku a jednak warto je zwiedzić. Obalmy więc mity, że na tym śląsku prócz smogu to zupełnie nic ciekawego dla dzieci nie ma! 

Po pierwsze palmiarnia!
Lubię miejsca, które zbliżają mnie do Boga. Niewątpliwie wszystko co związane z przyrodą spełnia tę funkcję. Pierwszy raz w palmiarni byliśmy srogą zimą, gdy dookoła padał deszcz a my już nie mieliśmy pomysłu na dobre spędzenie rodzinnego zimowego czasu. Do Palmiarni wróciliśmy kilkanaście dni temu uczestnicząc w wycieczce przyjaciół z kościoła. Nie zawahaliśmy się, aby pojechać tam po raz kolejny!

Palmiarnia kojarzy nam się zapewne z obserwacją palm i innych egzotycznych roślinek. Na tym jednak nie kończą się atrakcje gliwickiej palmiarni. Prócz ciekawych okazów na które zwróci uwagę nawet 4 latek (rosnące banany czy cytrusy na drzewach to jest dopiero atrakcja!)  spotkać można wiele zwierząt. Od węża po gigantyczne piranie. Nie brakuje pospolitych mrówek, które również można oglądać za pomocą specjalnie oszklonych tuneli. Moi chłopcy za każdym razem szaleli w palmiarni. Lubię to miejsce. Można tam wrócić, gdy mamy ochotę na wypad do zoo, ale nie ma sił lub czasu by poświęcić temu cały dzień. Wizyta zajęła nam mniej niż 2 godziny razem z pochłonięciem sorbetu z mango w kawiarence. Szkoda tylko, że nie wiedzieliśmy, że można nasze lody było zjeść na tarasie a nie przy stolikach w przejściu. Nie popełnijcie naszego błędu :). Miejsce wyposażone jest w pokój dla rodzica z dzieckiem i windy dla wózków.

 

(klikając na zdjęcie możesz je powiększyć)

Po drugie kolejkowo!

Kolejkowo to czyste szaleństwo. Szkoda tylko, że wszystko nie jest za szybami, bo myślałam, że poprzywiązuje ręce moim chłopcom do ciała ;). Ale po kolei! Zabierzcie GPS – bez niego dojazd do centrum handlowego w którym znajduje się kolejkowo graniczy z cudem. Zjazdy i rozjazdy – krążyliśmy prawie 40 minut zanim znaleźliśmy wjazd. Sam lokal znajduje się na samym końcu, w głębi zabudowy sklepowej i wtapia się w tamtejszy handlowy styl. Wejście znajduje się osobno, nie trzeba wchodzić do samej galerii handlowej.
W kolejkowie można zobaczyć miniatury prawdziwie istniejących miast, ruchome pociągi. Wszystko obserwujemy z perspektywy nocy i świateł nocy oraz jasności dnia. Ruchome są nie tylko pociągi, ale autobusy i samochody. Na jednej z makiet nawet pada deszcz i słychać odgłosy burzy!
Spodobało mi się to miejsce za to, że dorosły może z ciekawością przyglądać się różnorakim elementom. Można znaleźć na makiecie zwykły stragan z warzywami, ale również indiański pogrzeb czy parę złodziei. Wszystko tak szczegółowe i realistyczne, że trudno była nam się oderwać od makiet. Dla ułatwienia pod każdą makietą znajdowały się półki dzięki, którym dzieciaki mogły wszystko widzieć. Plusem była również czysta łazienka i dostęp do przewijaka. Na terenie kolejkowa znajduje się również miejsce do zabawy dla dzieci. Nasz przewidziany czas na 1 h był zdecydowanie za krótki. Żałowaliśmy, że musimy wychodzić. Szkoda, że bilety są dość drogie. Wystawa zmienia się i dochodzą nowe makiety i elementy. Chętnie wracalibyśmy tam częściej, gdyby nie cena.
Kolejkowo znajduje się również we Wrocławiu jednak różni się wystawą.

Po trzecie parki!
Może nie oszałamiają jak np. Park Śląski, ale warto je zobaczyć. Park kultury i wypoczynku, który należy do pasa ochronnego GOP oraz park Chopina znajdujący się tuż przy palmiarni (ma urokliwy plac zabaw). Przy politechnice znajduje się również park  Chrobrego.

Po czwarte jedzenie i rynek!
Czułam się dość dziwnie wchodząc na rynek Gliwicki, który poznałam wcześniej z kolejkowa. Wszelkie szyldy i napisy na murach pokrywały się z tym co zobaczyłam wcześniej w kolejkowie! Na rynku warto coś zjeść. Zdecydowanie odradzam naleśnikarnie (własnie pod taką nazwą) w okolicach rynku. Jedzenie nie smaczne a na koniec naszego jedzenia BLW usłyszałam, że w lokalu nie ma łazienki… Będąc w Gliwicach lepiej zjedzcie coś wege tu, w mihiderce 🙂

Osobiście nie widzieliśmy, ale w Gliwicach zwiedzić można również odlewnie żeliwa :).

To jak zapisaliście sobie w kalendarzu by odwiedzić Gliwice? 🙂

Podobne wpisy

  • |

    Noworoczne postanowienia dla rodziny

    Ostatni dzień roku motywuje do spisania postanowień noworocznych. Legenda głosi, że komuś udało się je zrealizować! O tym dlaczego warto a nawet trzeba przyjrzeć się noworocznym postanowieniom w naszych rodzinach będzie dzisiejszy wpis. We wszelkich wielkich i małych firmach, a nawet w małych klubach plan pracy, cele, założenia, budżet, kalendarz wydarzeń tworzy się wczesną jesienią. Jeżeli firma nie wyznacza celów odpowiednio wcześnie jest firmą bliską upadkowi….

  • |

    Boży coaching

    Jako mała dziewczynka usłyszałam, że gdy dorosnę, psycholog będzie potrzebny każdemu człowiekowi. W tamtym czasie pomyślałam sobie, że fajnie, bo mogę zostać psychologiem jak dorosnę – nie martwiąc się o pracę. Dziś jednak na potrzebę wielu psychologów patrzę zupełnie inaczej… Już niedługo po raz kolejny wyruszamy prowadzić warsztaty dla rodzin. Tym razem A4 zaprowadzi nas do Gdańska. Nasze warsztaty dotyczą duchowości rodziny, ale niemogłyby się odbyć…

  • ||

    Małe i duże zachwyty

    Kilka lat temu ukazała się płyta Mariusza Zawieruchy. Pamiętam jak oczekiwałam jej wydania zastanawiając się co też ciekawego znajdzie się na tej płycie. Najlepszym utworem z tej płyty była piosenka „Życie to cud”, która do dziś, gdy tylko ją słyszę przenosi mnie myślami w te małe i duże zachwyty. Małe zachwyty? Oczywiście, że tak! Zachwyt może być nie tylko nad zagranicznymi widokami, na które będziemy/możemy zbierać oszczędności całe życie. Nie tylko to, co jest wielkie i wymaga wielkiego…

  • ||

    Historia narodzin małego Mateuszka

    Sobota Tej soboty poszliśmy na nabożeństwo do kościoła. Tyle pamiętam z tego dnia. Reszta to zupełna pustka do momentu telefonu pewnego natrętnego znajomego, który chciał, żeby mąż go gdzieś zawiózł samochodem. Łukasz jak to Łukasz ze stoickim spokojem odpowiedział, że nie, bo w każdej chwili mogę urodzić. Rozłączył się i… zaczęły się skurcze! Zadzwoniliśmy do położnej. Kazała jeszcze czekać, postarać się usnąć. Umówiliśmy się na telefon za kilka godzin. Skurcze nie przeszły, powiedziała,…

  • Jak podsumować trudny rok?

    Zaczęło się jak co roku: filmem i chipsami razem z siostrą i jej narzeczonym. W tym roku nasi mali chłopcy nie chcieli oglądać z nami pokazu sztucznych ogni. Tym razem bali się hałasu i prosili o tulenie. Żadnemu z nas to nie przeszkadzało, w końcu każdy z nas ma już za sobą ponad trzydzieści sylwestrów i wiele mniej lub bardziej widowiskowych podniebnych spektakli. W zasadzie to spędzamy sylwestra tak samo od kilku lat. Nie sypiamy w ten dzień…