(Nie)zwykła podróż: Trójmiasto

Wakacje w pełni. Większość z nas już wróciła z wakacyjnych wojaży. Dla tych co czekają z wyjazdem na wrzesień i tych, którzy lubią  weekendowe wypady dzisiejszy post. A wszystko przez to, że w Trójmieście byliśmy tylko trzy dni… Trzy dni z roczniakiem i trzylatkiem nad morzem!

Nocleg i posiłki
Na temat noclegów i posiłków ciężko jest mi się wypowiedzieć i coś wam polecić. Nasze byłe z wyższej półki! Wszystko za zasługą Asi i Tomka. Oddali nam swoje łóżko a Asia gotowała same domowe pyszności w naszym wege stylu :). Dobrze jest mieć przyjaciół rozsianych po całym świecie ;).

Dla tych co przyjaciół nie mają mogę polecić tanie miejsce, blisko morza w Gdyni. Tadam! Byłam tam jakieś 5 lat temu gdy dzieci, ani męża nie miałam, więc opinii nie wystawię. Jednak polecić mogę :).

Zwiedzanie
Na pewno plusem było to, że pierwszy dzień pobytu przypadł nam na poniedziałek. A w poniedziałki w Gdańsku wstęp do muzeów jest darmowy!

Na pierwszy ogień poszło Muzeum Bursztynu . Przy całej obawie o nudę dla naszego trzylatka bawił się tam znakomicie! Mikroskopy, lupy i odnajdywanie „komarów w małych kamyczkach” okazało się hitem!

DSCN1856         DSCN1850

Ciekawe były również drzewa i bursztynowe statki. Jednak na takie eksponaty trzylatek dwa razy zerkną i biegł dalej :).

Tego dnia zwiedziliśmy jeszcze Ratusz oraz  Dom Upchagena co dla trzylatka było nudą i oczekiwaniem na wyjście z tego „zamku”. Ja nie zapamiętałam z tych miejsc nic prócz „nie dotykaj”, „nie biegnij”, „proszę zostaw to” oraz „przepraszam” do pań z obsługi :D. Jeżeli bardzo chcecie zwiedzić te miejsca polecam zabawę na odnajdywanie lwów w poszczególnych salach i liczenie ich. Mateusza to odrobinę zainteresowało ;).

DSCN1991   DSCN1858

Dzięki biegówce Mateusza i nosidle dla Hugo udało nam się dynamicznie zwiedzić choć kilka uliczek w centrum. Mimo tego czas z dziećmi płyną i tak bardzo szybko. Nauczyliśmy się by planować mniej. Bo wakacje z dziećmi to przecież również radość dla nich. Nie musimy wejść do każdego muzeum jeśli na horyzoncie widać plac zabaw z innymi atrakcjami niż pod blokiem :). A jak już widać „szybkie statki” to koniec!

W kolejnych dniach zwiedziliśmy twierdzę Wisłoujście . Co również okazało się nudą dla jednego i drugiego. W tym miejscu zwiedzanie odbywa się tylko z przewodnikiem, więc nie możemy dynamiczniej przejść trasy. Dawno się tak nie nagimnastykowałam w robieniu dziwnych min, żeby zająć dzieci bo tam lwów nie było… Głównie same mury. Tylko jedna sala zawierała zabytki, które ewentualnie zainteresują malucha. Mateusz wymyślił zbieranie kamieni po drodze i całkiem nieźle mu to wychodziło :).

DSCN2006   DSCN2036

Punkt widokowy pewnie byłby ciekawym zwieńczeniem wycieczki, gdyby, nie… deszcz ;).

Teraz pora na kilka słów o Akwarium Gdyńskim potocznie nie wiedzieć czemu nazywanym oceanarium. Wycieczka naprawdę udana! Jestem zachwycona tym miejscem. Na każdym piętrze wózki dla dzieci (podobne jak te w marketach) oraz porządne czyste pomieszczenie dla rodzin z dziećmi z przewijakiem. W tym miejscu nie znajdziemy fok a rekin był tylko jeden i to malutki. Jednak małe szybko płynące rybki zahipnotyzowały każdego, nawet rocznego Hugo! Małe, duże, srebrne, płaskie, okrągłe i w kształcie trójkąta. Tyle Bóg tych ryb stworzył, że nie mogliśmy wyjść z podziwu. Na samej górze poza cudownym widokiem było miejsce typowo naukowo czytelnicze jednak mądrze dopasowane do dzieci. Kiedy ja czytałam o muszlach moje dzieci odsuwały i zasuwały szufladki z nimi. Kiedy czytałam o skorupiakach starszy Mati układał kraba z walcowatych klocków. A jak już to wszystko się im znudziło to podświetlali nazwy miast na ogromnej planszy pokazującej głębokości morza. Rewelacja! Pech chciał, że tego dnia nie zabraliśmy akumulatorków do aparatu…

www.youtube.com/embed/NGFfjzhhEwA” frameborder=”0″ allowfullscreen

Dla trzylatka nie mogło się obyć bez podróży statkiem! Muszę wam przyznać, że był rozczarowany szybkością statku. Marzyła mu się raczej motorówka jaką oglądał na molo „wiesz mama, taka z szybami”. Jednak ostatecznie chyba był zadowolony… Hugo mógł prawie swobodnie raczkować, ale moja panika, że wypadną i tak nie dawała nikomu spokoju :).

DSCN1965   DSCN1956

Sinice i inne plażowe problemy

Byliśmy na trzech plażach. Najbardziej podobało mi się w Gdańsku – Brzeźno. Widać było tą morską przestrzeń niezmąconą sopockim tłumem, ani Gdańskim betonem.

Trafiliśmy akurat na okres wykwitu sinicy. Najważniejsze to jako rodzic rozglądaj się za czerwoną flagą! Do tej pory nie wiedziałam, że oznacza ona nie tylko zakaz kąpieli, ale nawet spacer na boso po brzegu ( spowodowanym np. skażeniem wody przez sinice)! Czerwona flaga może powiewać również z powodu zbyt wysokich i silnych fal. Uczmy dzieci posłuszeństwa przez własne posłuszeństwo nakazom skierowanym do nas, dorosłych. Twoja ignorancja również uczy dziecka  ignorancji wobec tych i innych przepisów. Bo skoro jedno można złamać to czemu nie drugie?
Sinice rzadko, ale jednak powodować mogą uczulenia na skórze. Najgorzej jest jednak, gdy napijemy się wody (a u dzieci podczas zabawy z tym nie trudno) mogą  wystąpić objawy podobne do zatrucia. Jeżeli byłeś nad wodą i nic Ci się nie stało to pamiętajmy, że wszystko zależy od organizmu człowieka, ale też od gatunku sinic jaki w danym okresie występuje. Zawsze też możemy uciec z zatoki na otwarte morze. Tam sinice nas nie zaatakują :).

My na szczęście nie spotkaliśmy czerwonej flagi. Zostaliśmy w Zatoce.  Pochmurny dzień zapewnił nam mniej turystów jednak morze było naprawdę ciepłe. Dzieciaki mimo postanowienia, że moczymy tylko stopy były w momencie całe mokre :). Zabawę miał i Hugo uciekający przed falami i podskakujący w rytm fal Mati. I ta gigantyczna piaskownica! Raj dla maluchów! Bez paniki podeszłam do przemoczonych dzieci w pochmurny dzień, bo zmarznięcie nie powoduje przeziębienia tylko obniża naszą odporność a to może spowodować dopiero przeziębienie. Ubraliśmy bluzy a w domu zjedliśmy karobowe kuleczki cioci Asi (tak, karob podnosi odporność) i ani katar, ani kaszel nas nie dopadł :).

DSCN1911  DSCN1894

Zasada najpierw zwiedzamy, potem plażujemy sprawdzała się znakomicie. Niezależnie od tego czy zostało nam więcej czy mniej czasu mogliśmy go dowolnie spędzić na plaży. Żal mi trochę, że ten wyjazd już za nami…

Podróż – A4
Jazda z Gdańska do Katowic do przyjemnych należy, gdy wyjedziemy w czasie drzemki/snu dzieci. Nie zawsze się jednak tak da. Warto mieć ze sobą coś porządnego do jedzenia. Na trasie minęliśmy tylko jeden (w dodatku nieoznakowany wcześniej) bar. Kolejny był prawie pod Częstochową.

Fajnie, że ktoś pomyślał o rodzinach z dziećmi i bardzo często na trasie mijamy wygodne stoły z zadaszeniem, by coś zjeść i umieszczone obok ogrodzone place zabaw. Przy takim jest również bezpłatna toaleta.

A gdy już jesteśmy w trasie tablica magnetyczna, księga dźwięków oraz piosenka „Patrze, patrze, nie ma, nie ma” były hitem podróży!

I tak szczęśliwie wróciliśmy na Śląsk.

Zmieniając temat czy wiesz, że morza nie będzie na nowej ziemi po końcu świata? I ujrzałem niebo nowe i ziemię nową, bo pierwsze niebo i pierwsza ziemia przeminęły, i morza już nie ma.” (Objawienie Jana 21, 1)  Więc nacieszmy się nim póki możemy :). Może tej zimy uda mi się zobaczyć morze zimą ze śniegiem na plaży?

0 0 głosy
Ocena wpisu
guest
4 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Lola
Lola
5 lat temu

Świetny wpis! 🙂 Odwiedziliście może sopocką zatokę sztuki przy okazji? Super miejsce na odpoczynek i kawę po spacerze wzdłuż morza, a dzieci mogą poskakać na placu zabaw 🙂 Pozdrawiam!

Lola
Lola
5 lat temu
Odpowiedź do  Sandra

przy okazji polecam, jest bardzo przyjemnie, zwłaszcza jak nie ma sezonowego tłoku 😉