
Niezwykła Podróż
Piszę prawdziwe książki, nie e-booki! 📚
W zasadzie to chciałam e-booki, ale zauważyłam, że jest ich zbyt wiele. Był też kolejny problem – e-booki są często wydawane w zbyt kiepskiej jakości. Nie chciałam, by moje pozycje stały niezauważone na internetowej półce przez brak zasięgów i były mylone z twórczością „internetowych znawców”. Dbając o każdy szczegół, nadal piszę i poniższe projekty są w toku. Chcę jednak oddać w Twoje ręce coś, co może być zmianą, a nie sposobem na mój łatwy zarobek. Więc jeszcze moment, cierpliwości…
365 rad z Pisma Świętego – jak wychować dzieci!
Codziennie tylko jeden akapit do przeczytania!
Zaczęło się niepozornie. Marcin i Dorota, zanim jeszcze mieli własne dzieci, powiedzieli mi kiedyś, że gdybym napisała książkę o wychowaniu, na pewno by ją kupili. Alinka natomiast męczyła mnie latami, że pora na chrześcijańską książkę o wychowaniu podpisaną moim nazwiskiem. Moja odpowiedź była zawsze taka sama. Czasem wręcz monotonna: „Rynek pęka w szwach! To zupełnie niepotrzebne! Mam nawet listę książek, które polecam z czystym sercem. Po co kolejna publikacja? Już wszystko zostało napisane i wypowiedziane. Nie jestem w stanie dać ludziom czegoś, czego jeszcze nie było”. Moje opory miały jednak swój rychły koniec, gdy zdałam sobie sprawę, że tak wielu ludzi nie ma czasu na czytanie książek, czytanie nie jest ich pasją albo porzucili ją ze względu na dzieci, które nie pozwalają im czytać nawet w toalecie. Równocześnie odkryłam, że Pismo Święte pęka w szwach od rad na temat wychowania dzieci. Odkryłam to po siedmiu latach bycia matką – a to zdecydowanie za późno! Szybko powstał pomysł stworzenia 365 rad prosto z Pisma Świętego na temat wychowywania dzieci. Teoretycznie jedna rada na jeden dzień roku, jednak w praktyce proponuję wręczyć pokojową Nagrodę Nobla rodzicowi, który każdego dnia przeczyta jedną lekcję – uroczyście oświadczam: z dziećmi to niemal niemożliwe! Właśnie dlatego nie są to rady na każdy dzień roku, ale rady na wolną chwilę w roku. Jeśli dziwnym trafem nikt nie krzyczy „MAMOOOO!” od 3 minut i masz jeszcze chwilę, by przeczytać kolejną radę – śmiało, zrób to! Nigdy nie wiadomo, kiedy znów spotka Cię ten zaszczyt: 6 minut ciszy.
Patologie i dysfunkcje w rodzinach chrześcijańskich
Poradnik dla duchownych i liderów wspólnot
Patologie oraz dysfunkcje w rodzinach chrześcijańskich nie występują. To przecież niemożliwe, żeby tam, gdzie Chrystus jest głową domu, mogło dojść do przemocy, nadużyć czy nawet chorób psychicznych. Właśnie takie myślenie doprowadziło nas do miejsca, w którym jesteśmy obecnie. Miejsca, w którym przemoc nazywamy biblijnym posłuszeństwem i poświęceniem dla dobra sprawy, a problemy psychiczne – zdemonizowaniem. Wysłanie człowieka do terapeuty utożsamiane jest ze zwodniczą nauką, która odciąga od Boga. Oczywiście nie mówimy głośno o tym, co się dzieje, bo nie wypada, bo to tylko trudne doświadczenie, to tylko próba ognia i wyjdziemy z tego mocniejsi. A co, jeśli to naturalne konsekwencje cyklu przemocy? A co, jeśli to naturalne konsekwencje nieleczonych traum? A co, jeśli wystarczy podać leki na depresję? A co, jeśli modlitwa nie wystarczy – tak jak nie wystarcza w przypadku zawału, cukrzycy czy choroby Parkinsona? Nie zrozum mnie źle, drogi Czytelniku. Jedną z rzeczy, jakich uczę ludzi na moich warsztatach, jest modlitwa. Wierzę w Boga. Wierzę w cuda, które czyni. Wierzę w Jego moc i działanie. Jednak chcę, byś zrozumiał, że cukrzykowi nie powiesz: „To chwilowe, Pan Cię podźwignie, odstaw insulinę”. Dlaczego więc mówimy tak osobom w depresji, osobom z chorobami psychicznymi oraz osobom doświadczającym przemocy? Dlaczego pewne choroby są chorobami, a inne atakami demonicznymi? Dlaczego pewne zachowania są Bożą próbą, a inne patologią i dysfunkcją? Gdzie jest granica? Kto ją wyznacza? I co jako lider możesz zrobić, a czego robić nigdy nie powinieneś? Gdzie kończą się Twoje kompetencje? Kiedy natychmiast powinieneś podjąć kroki oraz jakie one powinny być? Kiedy Twoja bierna lub modlitewna postawa może być uznana w sądzie za współudział? I gdzie w tym wszystkim jest Bóg?
Burza złotych loków
Autobiograficzna opowieść o najtrudniejszej z możliwych codzienności.
Gdybym mieszkała bliżej szpitala, w którym ratowano Beniamina, pewnie dzisiaj wieczorem wybrałabym się tam na spacer. Musiałabym mieć też pewność, że zastanę personel, który ratował Benia podczas operacji. Weszłabym tam, na oddział anestezjologii i intensywnej terapii, krzycząc na całe gardło: „Po co go ratowaliście? Po co? Trzeba było pozwolić mu odejść!”. Nie tak dawno skończyłam studia. Miałam plany, by być wsparciem dla innych rodzin. Uczyłam się tam między innymi o etapach żałoby. Problem w tym, że ja tych etapów nie mogę przejść, bo moje dziecko żyje. Jestem Sandra. Jestem mamą Beniamina, który ma właśnie trzy miesiące. Od dwóch tygodni Beniamin jest z nami w domu. Maluszek. Przesłodki! Niewiele osób potrafi przejść obok niego, nie zachwycając się jego twarzą. Nie rozumiem do końca dlaczego. Ma zniekształconą czaszkę. Jego czaszka dostosowała się do tego, co znajduje się w środku. A w środku, poza wodą, niewiele więcej jest. Mniej niż połowa mózgu. Komórki mózgowe, które umierają, zamieniają się w wodę. I tak u Benia umarła większa część mózgu. Benio sam oddycha, potrafi też trawić, o ile ktoś wleje mu przez sondę mleko, jednak nie zawoła, gdy jest głodny. Nie potrafi płakać. Bycie mamą tego chłopca przypomina trochę zabawę lalką. Mogę spokojnie wziąć prysznic, zjeść śniadanie i skończyć plotki z przyjaciółką, a nikt nie zawoła mnie ze swojego łóżeczka. Raczej też się nie obudzi, jeśli ja nie zapewnię mu wrażeń. Mimo że kocham długie kąpiele, nie czuję radości, gdy je biorę. Mieć dziecko, które płacze po nocach i miewa kolki – to moje obecne marzenie. Do tego mogą dojść moje tłuste włosy i teściowa, która odwiedza mnie niezadowolona z powodu bałaganu i braku kawy w szufladzie. O takim życiu teraz marzę. Takiego życia tym razem nie dostałam.
Pismo Święte dla dzieci i młodzieży
Oryginalny tekst Słowa Bożego okraszony ciekawostkami i kulturowym kontekstem.
Maluchy uwielbiają kolorowe Biblie z obrazkami! Dorośli wolą zdecydowanie te z oryginalnym tekstem Pisma Świętego. A co wolą dzieci pomiędzy kolorowymi Bibliami a jednokolorową, wielką księgą z drobnym drukiem w środku? Nic. Nic, bo takiej pozycji nie ma na rynku. Tak, dobrze przeczytałeś! Dlatego razem z grupą wspaniałych ekspertów z dziedziny pedagogiki, teologii, lekarzy, przyrodników, historyków i wielu innych stworzyliśmy produkt, który jest Pismem Świętym, a jednocześnie zawiera kolorowe ilustracje i ciekawostki dotyczące każdego trudnego zagadnienia. Dorośli, widząc nasz projekt, często krzyczą: „Jestem dorosły, ale też kupię to wydanie!”.