(Nie) zwykła aplikacja

TV w domu nie mamy. Jesteśmy przeciwnikami. Nie znaczy to jednak, że odcinamy dzieci od mediów zupełnie. Czasem są chwile w których smartphone mojego męża jest dla mnie wybawieniem ;).

Najczęściej są to sytuacje podbramkowe np. ostatnio przyjechał do nas znajomy fryzjer ciachnąć całą rodzinę. Niestety pasowała nam wspólnie tylko pora naszej kolacji i szykowania się do snu. Dzieciaki nie przyzwyczajone do przeciągania godziny snu a tym bardziej kolacji były marudne. A wiadomo, że kręcić się na krześle fryzjera nie wypada. Konsekwencje mogą sięgać nawet pół roku ;). Wyciągnęliśmy telefon i włączyliśmy naszą ulubioną aplikację czyli nic innego jak „Aplikacja Biblii dla dzieci”.

Aplikacja Biblii dla dzieci jest po prostu strzałem w dziesiątkę! Lektor czyta parafrazę danej historii Biblijnej (zgodnej z Biblią – niestety to nie oczywiste w wersjach dla dzieci)  a do tego wyświetla się rysunek z animacjami. Na przykład po usłyszeniu historii o potopie możemy „dotykając Noego” zobaczyć jak uderza młotkiem w ściany Arki. Przy „dotknięciu słonia” słyszymy jego trąbienie a „dotykając Sarę” widzimy jak zagania zwierzęta do Arki. Aplikacja nie powoduję otępienia jak typowa gra komputerowa/telefonowa nie mówiąc już o zwyczajnych bajkach ponieważ… „Podczas oglądania telewizji poziom pobudzenia umysłowego jest dużo niższy niż np. podczas czytania. Jeżeli stan ten utrzymuje się także po odejściu od ekranu, oznacza to, że nasza aktywność umysłowa, zdolność do logicznego myślenia, kreatywność, wyobraźnia są w znacznym stopniu obniżone.” (źródło)

Z aplikacji dla dzieci korzystamy mniej więcej raz na tydzień. Prócz tej aplikacji mamy jeszcze aplikację do nauki programowania dla małych dzieci. Zdecydowanie korzystamy z niej rzadziej. A dlaczego do nauki programowania? O tym dowiesz się z wykładu Angeliki. 

Kolejną niezwykła aplikacją jest po prostu Biblia na telefon, tablet, komputer. A dokładnie You Version. Miejsce w torebce jest na wagę złota przy dziecku. W związku z tym przerzuciłam się na wersje elektroniczną. Choć jeżeli radzicie sobie z czytaniem, zabieraniem i studiowaniem papierowej Biblii, nie będę zachęcała was do elektronicznej wersji. Słyszałam, że z papierowych książek więcej zapamiętujemy niż z elektronicznych. Kiedy moje dzieci podrosną mam nadzieję, że wrócę do prawdziwych kartek. Tymczasem lubię w niej to, że działa na wszystkich moich urządzeniach. No, ale tym szczyci się nie jedna aplikacja. Dla mnie jako mamy na wagę złota jest „werset dnia”, który wyświetla mi się na ekranie bez wchodzenia w zawiłe miejsca. Widzę go jak SMSa tyle, że nie od męża, siostry czy przyjaciółki, ale od Pana Boga. Czasem jak nie często, nie ma czasu otworzyć Biblii z rana, by coś poczytać. Zrywa nas uderzenie piłki w głowę, krzyk „A On wylał mleko” lub odgłos sokowirówki w czasie, gdy mąż już dawno jest w pracy… W takich chwilach SMS od Boga jest ratunkiem dla zabieganego rodzica. W mojej aplikacji lubię też plany studiowania Biblii. Widzę ile zostało mi do przestudiowania z danego tematu lub księgi. Widzę czy ominęłam jakiś dzień i czy mam jakieś zaległości. Ktoś pilnuje moje postępy w studium słowa Bożego bez nadmiernego moralizowania!

Niestety aplikacja posiada również minusy. Ma ograniczony dostęp do przekładów Biblijnych. Posiada tylko Biblię Gdańską oraz Słowo Życia, które w zasadzie nie jest tłumaczeniem Biblii a literackim przekładem. Ja uwielbiam starą Biblię Gdańską i nie stanowi dla mnie problemu czytanie jej.

Jakiś czas temu usłyszałam historię chłopca, którego rodzice nadmiernie chronili od zabaw, wiadomości i zabawek w przemoc, wojnę, broń itp. Efekt tego był taki, że dzieciak w wieku nastoletnim pasjonował się tylko militariami! Chcąc nadmiernie chronić rodzice w tym wypadku wzbudzili nadmierną pasję i ciekawość. Zdrowy rozsądek w korzystaniu z mediów myślę jest w dzisiejszych czasach na wagę złota

Przeczytaj też:

2 comments

    Zazwyczaj wolę wersję papierową, ale taka aplikacja to chyba super sprawa :)

    Dagafox | 2 miesiące ago Odpowiedz

    Zawsze zdrowy rozsądek i umiar jest na wagę złota bo rzeczywiście przecież ostatecznie "wszystko jest dla ludzi-tylko trzeba umieć z tego korzystać" jak mawiał mój dziadek :) Te słowa nauczyły mnie właśnie mówić dość gdy nachodzi taka potrzeba i luzować kiedy można :)

    Basia | 2 miesiące ago Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *