Świąteczne przemyślenia…

Był taki czas, że nie lubiłam świąt. Nie cierpiałam ozdóbek świątecznych i obżarstwa u babci. Należałam do tych, o których pisałam poprzedni wpis. W tym roku jest jakoś inaczej. Ale radość daje mi coś zupełnie innego. 

Z radością używam sztucznego śniegu, ozdabiam szalone gałązki i szukam opakowań na noworoczne prezenty. Ale nie to tak naprawdę mnie cieszy. Naprawdę cieszy mnie:

  • Moje prawo jazdy, bez niego nie mogłabym pojechać z mamą na zakupy. Tak rzadko gdzieś jeździmy bez obstawy (czytaj bez dzieci, siostry, babci czy cioci). Takie dwa wspólne wypady z mamą a człowiek zdąży czegoś ciekawego się dowiedzieć, czegoś nowego nauczyć.
  • Moja nowa broszurka/książka (nie wam jak nazwać coś tak cienkiego, ale konkretnego) o żydowskich świętach. O Świętach Bożego Narodzenia nie znajdziemy w Biblii ani słowa, ale jest mnóstwo innych świąt, które warto przemyśleć, przestudiować, starać się zrozumieć intencje Boga nakazującego ludowi świętowania ich. Skupienie się w tym świątecznym czasie pozwala na większą wyobraźnie.
  • Przygotowanie uroczystego obiadu dla całej rodziny. Moje wyzwanie – wegańskie świętowanie u nas w domu. Zobaczymy czy się uda ;). Cieszy mnie nasze odnowione podejście do diety i nowe decyzje. Szczególnie w czasie świąt :).
  • Wizyty przyjaciół, którzy byli tu tylko przejazdem. Gdyby nie święta nie byłoby ich tu, nie jechaliby do rodziców, nie mieliby wolnego dnia by nas odwiedzić. Bądźmy szczerzy dzieli nas cała Polska! Takie spotkania nie należą do łatwych.
  • Relacja z naszą sąsiadką. Na co dzień protestuje, by wpaść do nas na obiad. W święta zaproszenia przyjmuje z radością. Pomaganie komuś, kto jest sam daje mnóstwo radości :).
  • Spokojne kolacje i odwiedziny. Ostatnio przez nasz dom przewinęło się trochę przyjaciół, znajomych, rodziny. To fajnie móc wyrwać kogoś z przedświątecznego wiru i zaprosić na zwykły domowy chleb z pastą i ciepłą zupę 🙂

Świąteczne przemyślenia...

Nie lubię dyskusji o tym kiedy urodził się Jezus. Czy w środę czy w czwartek, czy o 22 czy 10 rano czy w 0 roku czy w 4 p.n.e. czy też w grudniu czy na wiosnę. Nie lubię tego, bo najważniejsze jest to co daje mi Jezus  wraz ze swym Ojcem i Duchem. Dziękuję za relację z ludźmi, książki, pełne brzuchy, radość moich dzieci. Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie pokój w moim sercu. Pokój pojawił się 2 tysiące lat temu a 33 lata później zwyciężył zło i to sprawia, że jestem szczęśliwa. Narodzenie Jezusa w postaci człowieka nic by nie znaczyło, gdyby nie jego śmierć. Śmierć i zmartwychwstanie za mnie daje mi wolność, radość i poczucie satysfakcji z życia. Nie tylko w święta…

 Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów
– Anioł do Józefa (Mt 1,21)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *