|

Przepis na grzeczność

Pani Sandro, a jaki problem? Możemy przecież zrobić dwie grupy spotkań (nie)zwykłych mam przez panią prowadzonych… Pani Sandro piszę z zapytaniem czy podjęłaby się pani kolejnej recenzji naszej książki? Sandra, nie rezygnuj ze swojej funkcji, do maja dasz radę! Mamo, nie mam już czystych spodni! Proponuje test za dwa tygodnie myślę, że na początku roku mają państwo jeszcze dużo wolnego czasu. Kochanie, zjadłbym coś ciepłego!

Była u mnie siostra ostatnio. Zajmowała się dzieciakami. Powiedziała, że jeden dzień z nimi to jeszcze daje radę, ale dwa to już Meksyk w czystej postaci. Ciągle się kłócą, Mati płacze o wszystko. Gdzie się podziały Twoje stare dzieci? – zapytała. A ja zwaliłam na wakacje i syndrom nie ogarnięcia się jeszcze po nich. Ale to nieprawda.

Są tacy nieznośni, bo osoby, które ostatnio się nimi opiekowały nie wiedzą, że dla prawidłowego funkcjonowania obiad musi być o 12.30, a drzemka Hugo pół godziny później. Nie rozumieją też, że w ich pokoju trzeba sprzątać trzy razy w ciągu dnia inaczej dostaniesz furii i Ty i one, nie wiedzą też, że po kłótni najlepiej się przytulić do mamy, nie wiedzą też jaki sekret szeptany do ucha sprawia, że Hugo przestaje płakać, nie wiedzą też, że Mati jest samodzielny, ale potrzebuje więcej uwagi niż mniej samodzielny młodszy brat. Nikt tego nie wie, poza mamą.

Myślę, że zagrywka szatana zajmijmy im czas, a dzieci oddajmy do żłóbków/przedszkoli i szkół jest zagrywką mistrzowską. Nawet nasz konsumpcjonizm i myślenie, że to rząd każe pracować matkom zamiast krytycznie popatrzeć na siebie i zastanowić się czy naprawdę potrzebuję tak dużo pieniędzy? Inne mamy powiedzą: ja chcę po prostu odpocząć od dzieci. Wtedy zamień sobie słowo „pieniądze” na „święty spokój”.

Szybko zbudź się, szybko wstawaj!
Szybko, szybko stygnie kawa!
Szybko zęby myj i ręce, szybko światło gaś w łazience!
Szybko tata na nas czeka, szybko tramwaj nam ucieka!
Szybko, szybko bez hałasu, szybko, szybko nie ma czasu!

Na nic nigdy nie ma czasu, a ja chciałbym przez kałuże iść godzinę albo dłużej
Trzy godziny lizać lody, gapić się na samochody i na deszcz co leci z góry (…)
Chciałbym wszystko robić wolno, ale mi nie wolno…(!)

Jest  środa wieczór, miałam uczyć się na piątkowy test. Jutro nie mogę, chciałam dom ogarnąć. Raz na dwa tygodnie zmieniam pościele, ręczniki, wycieram kurze z wysokich szaf i regałów z książkami. Nie przełożę tego na piątek, bo mam zajęcia na uczelni (kolokwium). Po za tym w piątki przyjeżdża Pani Mariola ze swoimi warzywami. Trzeba zaopatrzyć się na cały tydzień. I co teraz? Czy efekt domina nie pozwoli mi zdać egzaminu? A może w weekend będzie w domu brudno?

Dziś mogłam zerknąć do notatek trochę wcześniej, nie za szybko, bo dziś środa.  Od rana Klub (nie)zwykłej mamy, wracając zahaczyłam o myjnię, by umyć nasz paskudnie brudny samochód. Swoją drogą myślałam, że łapie już mróz skoro nie widzę nic przez tylną szybę (mamy na niej reklamę bloga). Okazało się jednak, że to nie warunki pogodowe a bród! Chwilę później dentysta i obiad u babci, u której zostały dzieci na czas wiercenia mi w jedynce. Po obiedzie przejęcie samochodu przez małżonka – obiecaliśmy dziadkowi pomóc w przeprowadzce. Gdyby nie przeprowadzka i tak nie byłoby nas w domu, bylibyśmy dziś na spotkaniu modlitewnym.

Jest cicho… Chyba zasnęły, nie słychać już wiercenia się, ani przewracania kartek w książkach o wulkanach, na które ostatnio jest u nas w domu faza. Gdy po umyciu zębów chłopcy przebierali się w piżamę powiedziałam im, że jutro nie idę do szkoły. Hugo rzucił mi się na szyje i dał soczysto-zakatarzonego buziaka z radości. Mati mądrze podszedł do sprawy i zapytał podejrzliwie „dlaczego?”

Chciałam chrzanić to sprzątanie i kolokwium i zabrać ich na jakąś wycieczkę, by pobyć tylko z nimi! Ale ten katar i kaszel chyba nie jest naszym sprzymierzeńcem. Zresztą sama jestem sobie winna. Pamięć o podaniu syropu ze świerku 5 razy dziennie została wyparta na rzecz szybkich, nagłych rzeczy do zrobienia. Nie tylko wyparłam podawanie syropu. W sumie to nie pamiętam kiedy ostatnio piłam wodę… Biegnę ostatnio, biegnę za szybko, gubię tyle rzeczy w tym biegu. Wypadają mi jakbym miała dziurawą torbę. Nie mam czasu jej załatać, bo muszę biec do następnego punktu, następnego wydarzenia, następnego czegoś….

Jakiś czas później przychodzi siostra znów do nas. Muszę iść na uczelnię. Mija kilka godzin. Wracam. Siostra wraca do domu. Jeszcze z przystanku autobusowego wysyła mi wiadomość. „Fajnie dziś u was było, tak normalnie, nie tak jak ostatnio”. Nie odpisuję. Odpisanie świadczyłoby o przyznaniu się do błędu. Czy coś się zmieniło? Zastopowałam.

Zauważyłam, że szamocząc się w pośpiechu na domowym korytarzu tracę więcej czasu niż z podejściem najwyżej się spóźnię. Swoją drogą, gdy dzieci będą wspominać Cię za kilkanaście a może kilkadziesiąt lat to co byś wolał? Być wspomniany jako wiecznie nerwowy rodzic czy ten co się ciągle wszędzie spóźniał? Ja wybrałam tą drugą opcję.

Na uczelni jestem prawie zawsze ostatnia. To nic, bo mogę przygotować moim chłopakom śniadanie, właśnie takie jak lubią (oni, nie babcia)! I dać im uściski na pożegnanie. A wiecie, że ostatnio w naszym domu mieliśmy gościa z zagranicy? To chyba powód do porządków, żeby nie było, że Polacy nie dość, że kradną to jeszcze syfiarze. A w rezultacie miałam nieodkurzony kremowy dywan na środku pokoju gościnnego. Ale za to przeczytaliśmy historię o psach pracujących w TOPR! Na dywan już czasu nie starczyło… I co z tego?

Chodzi mi o to, aby podejść z minimalizmem do życia. Nie robimy nic dobrze, bo za dużo rzeczy sami wkładamy sobie na głowę. Nie jestem efektywna w pracy, bo męczą mnie obowiązki domowe. Nie jestem dla nikogo miła w domu, bo myślę o projektach w pracy. Zamknięte koło, w które sami się wpędzamy. Pomyśl, co mógłbyś sobie dziś odpuścić. Czego dziś możesz nie zrobić, by przestać biec i zacząć być sobą. Zacząć być zdrową rodziną. To recepta na grzeczne dzieci. Ot, po prostu.

Kilka akapitów wyżej przeczytaliście słowa piosenki „Szybko – budzik” grupy „Nie wiem kto”, którą fenomenalnie zaśpiewała Ania Broda. Z zabawnej piosenki dla dzieci stworzyła apel do rodziców. Posłuchaj jej, wyłącz elektronikę i biegnij do swoich dzieci. Wspólny czas jest teraz dla was najlepszym lekarstwem.

Ania Broda - Szybko zbudź się

Podobne wpisy

  • |

    (Nie)zwykła historia cz 6.

    Pod koniec lutego (28) nasze najstarsze dziecko – Ewa skończyła 18 lat! A więc stało się – zaczęliśmy mieć dorosłe dzieci. Cieszyliśmy się bardzo, że Ewa pomimo swojego jednak młodego wieku jest bardzo odpowiedzialna, ambitna i ma dalekosiężne plany na przyszłość. Aktualnie chodziła do drugiej klasy LO w Lublinie, gdzie również mieszkała. Wypuszczenie dziecka z domu do bursy w Lublinie nie obyło się bez pewnych obaw, ale okazało się, że Ewa…

  • ||

    Rodzina na miarę Facebook’a

    Dorota  ma dość siebie, dość swoich dzieci. Jest zniechęcona i rozdrażniona! Mimo tego wrzuca dziś zdjęcie na FB z uśmiechniętym bobasem. Tylko wykadruje je tak, żeby nie było widać podartej bluzki i bałaganu. Nie mogę być gorsza niż Kaśka – myśli. Kaśka wrzuciła dziś zdjęcie z zajęć  Angielskiego dla bobasów. Tak naprawdę to wcale nie miała ochoty dziś wychodzić z domu. Wyszła tylko dla tego, żeby Baśka nie miała jej do zarzucenia, że opuszcza już…

  • Chrześcijańskie wakacje

    Taki wpis wypadałoby zaserwować wam na początku lata, a nie w samym środku wakacji. Prawda jest jednak taka, że na początku wakacji nie mógł powstać, bo byliśmy jeszcze przed tym, co nas spotkało! Nasze plany na wakacje były już dawno sprecyzowane. Jeszcze w czasie srogiej zimy, gdy Łukasz zaklepywał urlop wiedzieliśmy, że wybieramy się na harcerski obóz dla rodzin oraz chrześcijańskie spotkanie namiotowe. Pan jednak miał swój plan. Na dwa tygodnie przed zaczęliśmy poważnie rozważać udział naszej rodziny…

  • Mając nadzieję…

    Łukasza od dłuższego czasu męczyła myśl, że powinniśmy komuś pomóc. Nasze ostatnie trzy lata kręciły się wokół przyjmowania pomocy od innych. Niezależnie czy była to modlitwa, czas, czy dodatkowe zero na naszym koncie – wszystko tak bardzo cieszyło. My natomiast za każdą z tych rzeczy byliśmy ogromnie wdzięczni i przekładaliśmy to na czas i pracę z naszym małym Beniem. Myślałam, że po śmierci i po walce o zdrowie, którą przegraliśmy, nie będziemy potrzebować pomocy. Szybko przekonałam się,…

  • |

    (Wy)strój się dobrze!

    Chciałabym napisać ten wpis do wszystkich, ale obawiam się, że będzie tylko dla kobiet. W końcu, który facet interesuje się modą i tym, co ma na sobie? Moda, modą, ale to, co mamy na sobie to już dość ważna kwestia. Wśród chrześcijan możemy zaobserwować dwa skrajne podejścia. Z jednej strony totalny ascetyzm i sweterki po mamie. Ubrania zakrywające wszystko od ramion po dekolt przez kostki u stóp. Z drugiej brak zupełnej różnicy w ubiorze i gdyby postawić chrześcijanina w kontraście z niechrześcijaniniem…

4 komentarze

  1. No to już wiesz do kogo kierowane sa blogi, o których pisałaś w poście „Doskonała mama…”. Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę dużo siły.

    1. Chyba nie rozumiem… 😉
      Nadal mówię o doskonałości. W Polsce jesteśmy nauczeni odbierać świat, albo na czarno, albo na biało. Nie zawsze prawda jest tylko jedna. Nadal uważam, że należny dążyć do doskonałości i własnie często przeszkadza nam osiągnięcie jej poprzez prace zarobkową (nam jako matek). By ją osiągnąć dobrze jest po prostu zostawić, zminimalizować, darować sobie to co nie pozwala nam mieć doskonałego domu. Dobrze jest być „doskonałym” w każdej kwestii jednak jeżeli nie jest to możliwe stawiam na doskonałość w domu! Bo to mój podstawowy obowiązek jako mamy i żony!

      1. Naiwnie założyłam, że moje wnioski są oczywiste dla innych.

        Bo dla mnie to jest taka sama sytuacja, ten sam mechanizm. Sytuacja w której podejmując zwykłe wyzwania dnia codziennego, dochodzimy do stanu, kiedy nie damy rady zrobic wszystkiego, co do tej pory robiłyśmy (lub tego wszystkiego, czego oczekuja od nas inni). I rekomendacja też jest podobna: zrezygnuj z części obowiązków i oczekiwań, na rzecz innych obowiązków, które są istotne dla ciebie ze względu na system wartości i sytuację, w której się znajdujesz.

        Jedni nazwą to “wybieraniem ważniejszego”, inni “wyluzowaniem”, ale chodzi o to samo. Nie daję rady ze wszystkim, robię krok do tyłu, złapię oddech, przemyślę, naprawię, idę dalej. A potem znowu przyjdzie moment, kiedy nie dam rady ze wszystkim.

        Pochodzimy z różnych środowisk, mamy inne rodziny (mężów, dzieci, rodziców, rodzeństwo), innych przyjaciół, wspólnoty, sąsiadów, lekarzy, położne, dietetyków, współpracowników, otrzymujemy inne wsparcie, mamy różne predyspozycje, inną wiedzę, umiejętności poznawcze itd. Czy biorąc to wszystko pod uwagę, nadal dziwi, że te same rzeczy dla części mam są wyzwaniem, a dla cześci mam są łatwe. I to że mamy balansują w różnych punktach, widzimy na blogach.

        1. Masz zupełną rację w tym co piszesz :). Niestety zbyt łatwo mylimy wyluzowanie z lenistwem. I chyba o to wszystko mi chodzi. Bo tak jak pisałam w pierwszym poście. Puszczając dzieciom bajki w TV i gotując na obiad pierogi z Biedronki od czego masz się wyluzować? Możesz porzucić obowiązki zawodowe, dodatkowe na rzecz rodziny i super – o to chodzi w drugim poście. Ale swoje lenistwo zasłaniamy matczynym wyluzowaniem – niestety. I to mi się nie podoba i uważam, że większość mam, blogów własnie o tym mówi.

Możliwość komentowania została wyłączona.