Baśnie (nie) dla dzieci!

Dlaczego nie czytamy dzieciom czerwonego kapturka? Dlaczego w naszym domu nie znajdziesz ani jednej baśni braci Grimm? Może dlatego, że wiemy coś, o czym nie miałeś do tej pory pojęcia?

Współcześnie nie tylko w bibliotece, ale i na naszych domowych półkach z książkami znaleźć można najróżniejsze wersje baśni Braci Grimm. Różnorodność wersji zaczęła mnie kiedyś intrygować i zastanawiać. W niektórych współczesnych bajkach dla dzieci możemy przeczytać, że babcię Czerwonego Kapturka wilk nie zjadł, tylko schował ją do szafy. Wersja mniej drastyczna. Wielu śmieszy takie podejście. Przecież tyle pokoleń wychowało się na zjedzonej babci, to w czym tkwi problem? A jak powiemy Wam, że wiele pokoleń wychowało się na symbolu pelerynki czerwonego kapturka, jako wyznacznika “to jest dziewica”, to będzie Wam to przeszkadzało, czy jednak będziecie chcieli drobnej zmiany i pominięcia tego szczegółu w historyjce dla dzieci? No właśnie. Zmiany tych baśni obserwujemy od momentu ich spisania. Na początku przez samych braci Grimm, w późniejszym czasie przez najróżniejszych autorów. Baśnie te ewoluowały z czasem i przemieniły się w bajeczki dla dzieci.

Pierwotnie jednak i z oryginalnego pióra braci Grimm wyszły historie zbierane przez lata od chłopów, szlachty i wszystkich tych, którzy chcieli urozmaicić sobie długie zimowe wieczory sprośnymi historiami o seksie i morderstwie oraz intrydze. Kilka przykładów:
– Roszpunka po poznaniu księcia spędza dwie upojne noce z kochankiem i zachodzi w ciążę,
– Czerwony Kapturek był dziewicą, którą każdy chciał poznać bliżej,
– Kopciuszek ucieka od swego ojca z powodu jego niepohamowanej żądzy do córki i kazirodztwa w rodzinie,
– Przybrana siostra kopciuszka odcina sobie palec oraz piętę, aby wcisnąć buta na swoją stopę,
– W Żabim Królu księżniczka z całej siły cisnęła żabą o ścianę i dopiero to uczyniło z żaby księcia (nie pocałunek),
– Śnieżka ma tylko 7 lat i tak w oryginale spotyka księcia
.

Natomiast opisy scen wyglądały mniej więcej w taki sposób:

Wilk obrał drugą drogę i jako pierwszy dotarł do domu babci. Zabił ją, jej krew wlał do butelki, a kawałki ciała pokrojone w plastry umieścił na półmisku. Następnie przebrał się w babciną nocną koszulę, położył się w łóżku i czekał.

W. i J. Grimm Na dagerotypie z 1847

To była przeszłość, można by powiedzieć! Obecnie bajki te mają inną formę i przekaz. Jest teraz inna forma, to prawda. Jednak czy przekaz jest inny? Zastanawiam się nad celem baśni braci Grimm. Jakie walory edukacyjne miały kiedyś i jakie mają obecnie? Co pouczającego jest w oczekiwaniu na wielki spadek po ojcu, by stać się bogatym bez wysiłku? Co pouczającego jest na oczekiwanie księcia z bajki, który zabierze naszą córkę na koniec świata?

Co prawda słynni Freud i Jung twierdzili, że baśnie braci Grimm mają wartość terapeutyczną. Wg ich teorii za pomocą przemocy kierowanej w stronę złych postaci lub srogich kar. Przemoc ta pomaga dzieciom radzić sobie z silnymi emocjami oraz radzić sobie z rzeczywistością. Nie jestem nawet doktorem z wykształcenia, ale już to podejście śmierdzi mi nie tylko drastycznie odmiennym podejściem do Pisma Świętego, ale również do współczesnej pedagogiki.

My z mężem walorów edukacyjnych w tych baśniach nie widzimy, więc ich dzieciom nie czytamy. Nie czytamy też z duchowego powodu. Nauczając kogoś, przekazując mu swoje wartości, kierując kimś niezależnie czy przez książkę czy przez bajkę w TV a nawet naukę czy zabawę przekazujemy część “swojego ducha”. Kwestia zrozumienia “ducha” jest odrobinę dla Polaka skomplikowana z prostej przyczyny. Duch Święty, duch, dusza, duchowość to cztery odrębne słowa w Biblii, które w oryginalnym hebrajskim nie są spokrewnione rdzeniem, jak w języku polskim. Nie tylko nie są spokrewnione w wymowie i zapisie, ale również w znaczeniu. Więc “przekazanie ducha” to poniekąd przekazanie swoich wartości i swojego podejścia, które może być bliskie Bogu lub dalekie. To, czy te bajki przekażą naszym dzieciom cząstkę Boga czy też cząstkę złego, musicie już sami ocenić. Pamiętajmy jednak, że nie ma tu neutralności. W kwestach przekazywania komuś “swojego ducha” można przekazać coś dobrego lub złego, nie można przekazać neutralności.

Co zatem robić? Jak działać? Spalić je wszystkie? Spokojnie. Nie wyrwiemy babci z ręki książeczki, gdy przyłapiemy ją na czytaniu dzieciom owych baśni. Jednak my nie magazynujemy ich w domu, nie wypożyczamy z biblioteki i nie opowiadamy z pamięci na dobranoc. Dbamy też o wzrost duchowy naszych dzieci, modląc się o ochronę dla nich i ich małych, rozwijających się dopiero serc. Nie popadamy w skrajności, nie demonizujemy, nie robimy nic na siłę, ale szukamy ukrytej prawdy o wychowaniu dzieci. Do tego też Was zachęcamy!

0 0 głos
Ocena wpisu
guest
3 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Pawel
Pawel
5 miesięcy temu

Witajcie. Temat jest naprawdę poważny, musimy zawsze pamiętać o tym jaki “pokarm” dla rozwoju dajemy naszym dzieciom.
Dziękuję za poruszony temat.

Aga
Aga
3 miesięcy temu
Odpowiedź do  Pawel

Nigdy na to nie patrzyłam w ten sposób. Dziękuję, pewnie sama nigdy bym na to nie wpadła. Dodam tylko, że u nas też nie ma baśni braci Grimm i nigdy ich nie opowiadamy. Mam niechęć od dzieciństwa – bardzo się bałam zawsze gdy babcia opowiadała mi Czerwonego Kapturka albo Jasia i Małgosie. Intuicyjnie czułam, że te baśnie niczego dobrego nie wniosą do życia moich synów 🙂