(Nie)zwykła historia cz 6.

W 2007 roku miało miejsce również największe wydarzenie w naszym wiejskim życiu. Moi rodzice kupili dom 12 km od nas i przeprowadzili się z Kołobrzegu. Mama od dawna nosiła się z zamiarem przeprowadzki na wieś. Podobnie jak my, też była zmęczona miejskim zgiełkiem i sezonami letnimi w Kołobrzegu. Spodobały jej się okolice Chruślanek i marzyła sobie o małym domku, gdzieś na lubelskiej wsi. Ponieważ mieszkanie, w którym mieszkali było kwaterunkowe, podobnie jak my nie mieli możliwości sprzedania go. Była co prawda możliwość wykupienia tego lokalu, ale rodzice nigdy nie mieli na to pieniędzy. W końcu chęć wyjazdu na wieś zwyciężyła, rodzice wzięli kredyt i wykupili to mieszkanie. Nie były to wielkie pieniądze, bo około 9 tys.zł, co za tak ładny lokal (70m) w centrum miasta nie było zbyt dużą sumą. Mieli możliwość wykupienia mieszkania po tak niskiej cenie, ponieważ mama mieszkała w nim od 1947 roku i amortyzacja pochłonęła większość jego wartości. Tak więc wykupili je i spłacili kredyt. 

Po niedługim czasie, okazało się, że mama dostała ze swojego zakładu pracy (PKO) akcje. Co prawda już od kilku lat była na emeryturze, ale przysługiwał jej pewien pakiet akcji dla pracowników. Dzięki temu, nie było konieczności sprzedaży mieszkania. Ucieszyło nas to bardzo i odebraliśmy to, jako Bożą aprobatę dla planów rodziców. Mój młodszy brat Paweł mieszkający, do tej pory z rodzicami, nie bardzo chciał się wyprowadzać z Kołobrzegu. Dzięki pieniądzom uzyskanym ze sprzedaży akcji, Paweł mógł pozostać w Kołobrzegu a rodzice mogli kupić sobie wymarzony, mały domek na wsi. Cały ten proces trwał kilka lat a finał nastąpił właśnie na wiosnę 2007 roku. 

To był przełom w życiu rodziców i naszym. Szukanie domu trwało kilka miesięcy. Obejrzałem wiele domów z ogłoszeń (jak zwykle z „Anonsów), jednak albo lokalizacja, albo stan nie odpowiadał naszym oczekiwaniom. Ponieważ pieniądze z akcji aż tak duże nie były musieliśmy kupić dom i wyremontować go w kwocie 80 tys. zł. Poszukiwania przez długi czas nie dawały rezultatów, aż w końcu wpadłem na pomysł naklejenia ogłoszeń o kupnie domu po wioskach. Marne były szanse, że ktoś odpowie. Od czasu naszej przeprowadzki w 2003 r, bardzo wiele osób z miasta wykupiło domki na wsi i nie pozostało ich już wiele. Pozostałe domy były bardzo drogie, albo w złym stanie. Nie pozostało nam nic innego jak czekać. 

Po kilku tygodniach, gdy już straciliśmy nadzieję na efekt tych działań zadzwonił ktoś z ogłoszenia. Pojechaliśmy obejrzeć. Był to dom murowany, nieduży, ale w dość dobrym stanie, na działce 31a. Dom znajdował się w miejscowości Podwody, wsi oddalonej około 12 km od Chruślanek. Spodobała nam się ta oferta, tym bardziej, że cena była nie za wysoka – 45 tys. zł. Zadzwoniłem do mamy z wiadomością, że jest. Mama przyjechała i jej także przypadł dom do gustu. Umówiliśmy się z właścicielem do notariusza i tak w końcu mama po długim okresie oczekiwania, miała wreszcie swój wymarzony domek na wsi. 

Był luty 2007. Pozostała jeszcze sprawa remontu. W domu trzeba było doprowadzić wodę, kanalizację, zrobić łazienkę, CO i instalację elektryczną. Obiecałem mamie, że zrobię ten remont. Mama wróciła do Kołobrzegu a ja wziąłem się do pracy. Ponieważ większość robót wykonywałem sam, nie szło to za szybko. 

Rodzice przeprowadzili się w kwietniu. Mama zajęła się ogródkiem a ja z tatą wziąłem się za dokończenie łazienki i kuchni. Do pomocy przyjechał też Paweł z Esterą. W maju przyjechał brat mamy, wujek Zbyszek. Ponieważ jest elektrykiem zajął się wymianą instalacji elektrycznej. Prace postępowały powoli naprzód. Rodzice początkowo mieszkali w przyczepie kempingowej, bo dom nie nadawał się do zamieszkania. 

W czerwcu pojechaliśmy do Kołobrzegu po resztę rzeczy. Po powrocie znów z tatą zabraliśmy się do pracy. Łazienka i kuchnia były już ukończone. Pozostały jeszcze pokoje i C.O. Przez całe lato kuliśmy, skrobaliśmy, malowaliśmy, przyklejaliśmy itd. Mama w tym czasie  miała bardzo dużo pracy z zagospodarowaniem ogródka. Miło było razem z rodzicami pracować. Od dawna nie spędzaliśmy tak dużo czasu razem. Od czasu naszej przeprowadzki widywaliśmy się z rodzicami tylko kilka razy w roku. Teraz mieliśmy możliwość poprzebywania ze sobą. Oprócz pracy przy domu jeździliśmy też na wycieczki, chodziliśmy na spacery czy na basen. Był to bardzo fajny czas. Wreszcie w sierpniu dom był gotowy i rodzice mogli na dobre w nim zamieszkać. 

Ponieważ przez całe lato remontowaliśmy dom nie miałem możliwości chodzić do pracy. W tym czasie rodzice robili nam co miesiąc zakupy. Teraz jednak, gdy remont był skończony, zacząłem szukać sobie pracy. W sadzie, w którym ciąłem jabłonki potrzebowali ludzi do zbioru jabłek. Poszliśmy więc z Moniką do pracy a mama zajmowała się Filipkiem. Tata również się zachęcił, więc jeździliśmy we trójkę. Po remoncie w kurzu i hałasie taka praca była bardzo przyjemna. Zarobki jak się okazało też nie były takie złe. Wreszcie mogliśmy trochę zarobić. Dodatkową atrakcja było to, że mogłem z żoną pracować razem. Było dużo rozmów, śmiechu itd. To był też bardzo dobry czas. 

Po zbiorach jabłek w ramach wypoczynku postanowiliśmy z rodzicami pojechać na kilka dni w Bieszczady. Ponieważ Monika nie lubi takich wypraw, dzieci chodziły do szkoły a Filip był za mały, pojechałem z rodzicami sam. Było bardzo fajnie. Mieliśmy dużo przygód i okazję do przebywania razem nie tylko przy pracy. Nie mogliśmy się sobą nacieszyć. 

Minął listopad i nastał grudzień. Na święta przyjechał Paweł z Esterą. Zima tego roku była inna niż poprzednie. Dzięki przeprowadzce rodziców nie czuliśmy się już tacy samotni. Im też się spodobało mieszkanie na wsi, zwłaszcza, że “lubelska zima” okazała się tego roku łagodną (chyba Bóg nie chciał przestraszyć rodziców na początku). Tej zimy zatrudniłem się znowu w sadzie przy cięciu jabłonek. Szło mi coraz lepiej, więc mieliśmy możliwość trochę podgonić finanse. W soboty jeździliśmy z mamą do kościoła w Lublinie, czasami w Puławach i nawet tata wybrał się z nami kilka razy. To była dosyć przyjemna zima. Mrozy nie przekraczały 20 stopni a i śniegu nie było za dużo. 

Ponieważ miałem teraz nowy aparat, oprócz pracy w sadzie robiłem dużo zdjęć.  Jeździłem do Lublina i innych miejscowości. Postanowiłem sobie, że tego roku połączę te dwie działalności – prace fizyczne na wsi i robienie zdjęć. Zapowiadało się pracowite lato, ale miałem nadzieję, że odbijemy się finansowo od dna. Tak więc po cięciu jabłonek był zbiór rabarbaru, potem pielęgnacja sadu, zbiór wiśni, jabłek, gruszek i wiele innych prac. Okazało się, że w sadzie zawsze jest  coś do zrobienia i często potrzebują pracowników. Dzięki temu mieliśmy pracę. Nawet dzieci, Ewa i Jeremiasz pracowały czasem ze mną, aby zarobić na swoje potrzeby. Oprócz prac w sadzie dużo jeździłem po Polsce robiąc zdjęcia. W maju, dzięki uprzejmości naszego duchownego mogłem wyjechać również do Grecji. Cieszyłem się bardzo, bo po pierwsze lubię robić zdjęcia a po drugie jest to dla mnie szansa na dodatkowe pieniądze. Co prawda nie są to regularne dochody i nie można na nie liczyć, ale przydaje się co jakiś czas zastrzyk  gotówki. 

Podczas tego lata byłem w Grecji, Poleskim Parku Narodowym, Magurskim Parku Narodowym, Roztoczańskim Parku Narodowym i wielu innych miejscach. Były to wyjazdy na 3-5 dni, podczas których robiłem mnóstwo (kilka tysięcy) zdjęć. Spałem w samochodzie, myłem się wodą z butelki a żywiłem się kanapkami. Wstawałem o godzinie 4 rano i cały dzień chodziłem, chodziłem,chodziłem. Dziennie robiłem dziesiątki kilometrów. Wieczorem około 23 kładłem się spać i na drugi dzień od nowa. Mimo tych wszystkich trudów miałem ogromną radość, że mogę podziwiać piękne widoki i utrwalać je, a oprócz tego mam dużą kolekcję zdjęć, dzięki którym mogę później zarobić. Tak więc lato upłynęło mi na pracach w sadzie i fotografowaniu.

Przyjaciele

To lato było wyjątkowe także pod innym względem. Do tej pory w Chruślankach nie mieliśmy zbyt wielu gości. Zapraszaliśmy wiele osób, ale mało kto nas odwiedzał. Tego lata to się zmieniło. Mieliśmy wysyp gości. Bardzo często odwiedzali nas przyjaciele z Puław, Lublina. Oprócz tego mieliśmy gości z Kołobrzegu, Warszawy, Świdnicy, Sandomierza. Często się zdarzało, że musieliśmy ustalać terminy odwiedzin z kalendarzem  aby nie nakładały się jedne z drugimi. Wizyty te dały nam dużo radości. Było dużo ciekawych rozmów, zabaw, ognisk itd. Oprócz pracy i podejmowania gości odwiedzaliśmy też często moich rodziców i z nimi wyjeżdżaliśmy na różne wycieczki. 

Tego lata udało się nam wreszcie spotkać z naszymi przyjaciółmi. Waldka z żoną Bożenka i czwórką dzieci odwiedziliśmy na jesień. Nie widzieliśmy się kilkanaście lat.  

Z Waldkiem poznałem się jesienią 1991 roku na zlocie hipisów w Krynicy Morskiej. Waldek mieszkał niedaleko Warszawy, a ja w Kołobrzegu. Spędziliśmy trochę czasu na zlocie a potem rozjechaliśmy się do domów. Za rok w lipcu spotkaliśmy się na zjeździe młodzieżowym w Zatoniu. I on i ja byliśmy już nawróceni. Byliśmy obaj bardzo zaskoczeni, ale i ucieszeni, że poznaliśmy Jezusa i dzięki temu mogliśmy się spotkać. Były ciekawe rozmowy, spędziliśmy trochę czasu razem i znów rozjechaliśmy się do domów. Tym razem wymieniliśmy się adresami. Za rok Waldek przyjechał do mnie do Kołobrzegu i zaprosił mnie na ślub. Okazało się, że na zjeździe chrześcijańskim odnalazł swoją towarzyszkę życia i zamierzali się pobrać. Pojechałem na ich ślub do Warszawy (dopiero wtedy poznałem Bożenkę), porobiłem zdjęcia i znów rozjechaliśmy się do domów. Na tym nasz kontakt się urwał. Ja zająłem się swoją rodziną (byłem po ślubie już dwa lata), Waldek swoją i nasze drogi znów się rozeszły. Po jakimś czasie próbowałem się z nimi skontaktować, ale słuch po nich zaginał. W międzyczasie my wyprowadziliśmy się z Kołobrzegu, później przenieśliśmy się do Chruślanek. Wydawało się, że nasz kontakt urwał się na dobre. 

Po kilku latach podczas sobotniego nabożeństwa w Chruślankach poznaliśmy Zbyszka z Krakowa. Zgadaliśmy się, że zna Zdunków i że mieszkają gdzieś w okolicach Rzeszowa. Poprosiłem o kontakt z nimi. Po niedługim czasie zadzwonił do mnie Waldek. Wielka była nasza radość, że znowu mamy możliwość się spotkać i że mieszkamy tak niedaleko od siebie. Okazało się, że to niecałe 200 km. 

Nasi przyjaciele byli już rodziną sześcioosobową, od 12 lat mieszkali na wsi i prowadzili podobny tryb życia do naszego. Starali się być blisko Boga i żyć jak najprościej. Nie mogliśmy się nacieszyć, że Bóg znowu nas spotkał. Nasze losy dziwnie się plotły i ku naszemu zaskoczeniu Pan bardzo podobnie nas prowadził. Niezależnie od siebie pokochaliśmy Boga, przenieśliśmy się z miasta na wieś i żyliśmy bardzo podobnie. To niesamowite. Było kilka rozmów telefonicznych i w końcu pojechałem w odwiedziny. Było fajnie. Miło było pogadać, powspominać. Okazało się, że borykamy się z takimi samymi problemami. Wizyta była bardzo twórcza i inspirująca. Postanowiliśmy się częściej odwiedzać. 

Tego roku spotkaliśmy się też po wielu latach z naszymi innymi przyjaciółmi. Mateusz i Karina wyjechali w 1998 roku do Australii i od tamtej pory się nie widzieliśmy. Teraz udało się nam spotkać na zjeździe Stowarzyszenia Soteria w Zakościelu. Matt miał tam wykłady a ja przyjechałem jako uczestnik. Bardzo miło spędziliśmy tam czas, też było dużo rozmów, wspomnień. Tęskniliśmy za nimi i w końcu udało się nam spotkać. 

Tak więc to lato upłynęło nam, na intensywnej pracy, gościach i odwiedzinach. To był bardzo aktywny i pracowity czas. Było co prawda miło, ale zaczęło to nas już męczyć. Postanowiliśmy trochę wyhamować i zająć się więcej domem i rodziną. Zbliżała się zima i ponieważ tego roku mieliśmy zapasów pod dostatkiem, zapowiadał się dobry czas. Podczas zimy, gdy na dworze nie ma nic do zrobienia, jako rodzina mamy większą możliwość do przebywania razem. Tak wiec tego roku postanowiliśmy z tego skorzystać. Czytaliśmy książki, graliśmy w scrabble, a gdy była sprzyjająca pogoda bawiliśmy się na dworze. Były więc kuligi, lepienie bałwana i inne zimowe szaleństwa. Drewna mieliśmy dosyć, dżemów i innych przetworów także, więc tylko przynosiliśmy z piwnicy i nie było źle. Była to najlepsza zima, jaką do tej pory przeżyliśmy w Chruślankach. 

Autorem tekstu jest Grzegorz Koperkiewicz.

0 0 głos
Ocena wpisu
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze