Chrześcijanin w szkole

Nie, to nie obecny protest nauczycieli skłonił mnie do tego wpisu, no może troszeczkę. Po prostu napisałam konspekt swojej pracy magisterskiej. Czekam na jej zatwierdzenie a w głowie marzę, by już zacząć ją pisać. Więc na początek powiem wam co myślę o chrześcijanach w szkole.

Jesteśmy własnie na etapie załatwiania niezbędnych dokumentów. Nasz starszy syn idzie do zerówki! Tzn. teoretycznie do niej idzie. Miałam wielką nadzieje, że nasze chrześcijańskie przedszkole ruszy w ramach stowarzyszenia Pracowni Eliego już w przyszłym roku. Pan Bóg jednak miał inne plany, ale chyba wiem dlaczego i bardzo się z tego cieszę ;). Mateusza nie poślę do zerówki, bo nie jest na to gotowy. Mateusza nie poślę do zerówki, bo nie podobają mi się świeckie wartości w standardowej szkole. Mateusza nie puszczę do chrześcijańskiej zerówki, bo nie znam dobrej w okolicy. Mateusza nie poślę do zerówki, bo miejsce tak małych dzieci jest w domu.

Czytając publikacje z 1860 roku zauważam, że co poniektórzy myślący pedagodzy już wtedy bili na alarm. Mówili o pozostawieniu dzieci w domu lub ostatecznie posłania ich do małych wiejskich szkół. Swoją drogą nie było mowy o przedszkolach, bo nie było ich za wiele. Dziś nie wyobrażamy sobie nie posłania dziecka do przedszkola (tym bardziej do szkoły) mylnie myśląc, że to pozwoli im się uspołecznić i nabrać odpowiedniej flory bakteryjnej (sic!).

Kobieta, która prowadziła moje praktyki na uczelni, na poziomie licencjatu była bardzo łaskawa, bo zgodziła się na mój mały eksperyment. Każdego tygodnia szłam do innej placówki (przedszkola, szkoły) lub ostatecznie zmieniałam grupy w ramach jednego obiektu. Dzięki temu eksperymentowi poznałam wielu nauczycieli, dzieci, sposoby nauczania i placówki. Tydzień zupełnie mi wystarczał. Czasem nawet rezygnowałam po trzech, czterech dniach nie mogąc z nudów i załamania wysiedzieć w tym samym miejscu tydzień. Pod lupę wzięłam zarówno chrześcijańską szkołę jak i placówkę typowo państwową, były też prywatne i typowo alternatywne miejsca.

Dziś, gdy ktoś zadaje mi pytanie dlaczego nie poślę moich dzieci do szkoły to odpowiadam, że byłam i widziałam i jest się czego bać. Możnaby tutaj mówić dużo o sposobie nauczania, złym systemie, nauczycielach bez powołania. Jeżeli Cię to interesuje odsyłam np. na bloga godmother.pl. Tam dowiesz się z tej naukowej perspektywy dlaczego nie warto. Ja natomiast powiem Ci z tej duchowej.

Zauważyłeś kiedyś, że Pan Bóg powołał rodzinę już na początku istnienia ziemi? Powołał Adama i Ewę. Pierwszą ludzką rodzinę. Patrząc na dzisiejsze rodziny widzę, że szatan sporo w nich namieszał. Pierwszym krokiem była praca taty, potem szkoła a na końcu praca mamy. Każdy z tych trzech kroków stopniowo doprowadził do drastycznego zmniejszenia czasu, jaki rodzina jako całość spędza ze sobą. Do tego oczywiście doszły media, zajęcia dodatkowe, inne obowiązki itp. Tak czy siak efekt jest straszny.

Moja babcia a prababcia moich synów była przedszkolanką w przedszkolu czynnym całą dobę. Rodzice odbierali dzieci tylko na weekend. A zdarzały się przypadki, że zapomnieli ich odebrać… Dziś dzięki telefonom można zadzwonić do roztargnionego rodzica, który włączy dziecku telewizje by posprzątać i przygotować obiadokolacje na wieczór. Na weekend dzieci idą do babci, bo przecież trzeba odpocząć. Taki mamy obraz rodziny. I nie, nie jest on skrajny.

Czasem nie mam siły. Mam dość. Wysłałabym całą trójkę w kosmos a przynajmniej na tydzień nad morze (jesteśmy ze Śląska). Myślę, że Ewa też miała czasem dość. I Jakub z Żoną i Elżbieta, mama Jana Chrzciciela. Jesteśmy tylko ludźmi. Nasze dzieci też nimi są. Trudno jest pozostać w domu, gdy myślimy, że dzieci są problemem do rozwiązania a nie cudem od Boga. Boży plan to rodzina w komplecie i wszystko co sprawia, że rodzina spędza mniej czasu ze sobą, jest złe.

Nie trzeba robić badań, by zauważyć, że wg rodziców edukacją, bezpieczeństwem, moralnością a nawet religią powinna zająć się szkoła. Widać to po dzisiejszych wpisać, komentarzach rozżalonych rodziców, którzy nie wiedzą co zrobić z dziećmi kiedy szkoła będzie strajkować. Zarzuty padają na zmarnowane godziny, które dzieci mogłyby poświęcić nauce! Na brak bezpieczeństwa, gdy rodzice będą w pracy. Nie wierzę w żaden z tych argumentów!

Zerkając do ponadczasowego podręcznika – Pisma Świętego dowiadujemy się, że dzieci były karmione do 5 a nawet 7 roku życia (Samuel, Samson). Strasznie długo nie? To znaczy, że musiały być w tych latach bardzo blisko swojej mamy. Co ciekawe 12 latek natomiast był już traktowany jako dorosły mężczyzna. Zupełnie inaczej niż w dzisiejszej kulturze. Roczniak już może być odstawiony od piersi, ale 18 latek to jeszcze smarkacz. Dzieje się tak, bo nie znamy swoich dzieci. Nie wiemy kim są i na co ich stać. Żyją blisko, ale z dala od nas. Chcemy mieć ich z głowy tak długo, że nie zauważamy jak szybko dorastają i jak szybko przestajemy mieć na nich jakikolwiek wpływ. O ile jakiś mieliśmy – między drogą ze szkoły a bajką z kolacją i snem.

Ostatnimi czasy ktoś bardzo bardzo mi bliski zdobył się na odwagę i zabrał swoje dziecko z 7 klasy podstawówki. “Sandra, w końcu czuję pokój w moim sercu” – usłyszałam w słuchawce. Czy Pan Bóg nie przemawia w cichym powiewie? Właśnie ten pokój, gdy działasz z Bogiem jest najlepszą nagrodą tu na ziemi! Znamy też rodzinę, która miała przerwę w edukacji domowej z powodu przeprowadzki. Syn jednak nie umiał odnaleźć się w systemie. Nie, nie dlatego, że nie jest uspołeczniony. I nie, nie miał zaległości w szkole. Ba, był najlepszy w klasie. Mimo to nie czuł się tam dobrze. Mamy też innych znajomych, którzy po kilku latach Edukacji Domowej posłali swoją starszą córkę do szkoły z powodzeniem.

Największy problem z duchowego puntu widzenia są wartości, które są sprzeczne z tymi, które wyznajemy w naszym chrześcijańskim domu. Weźmy na przykład kwestię ruchu i diety. Niebawem napiszę wam o tym wpis jak dieta i ruch ma realny wpływ na naszą duchowość, a ma ogromny! Chciałabym, żeby moje dzieci jadły zdrowo i ruszały się dużo. Trzy godziny wychowania fizycznego na tydzień to strasznie mało! Jesteśmy stworzeni do pracy (Bóg stworzył Adama w ogrodzie, którego miał uprawiać i pielęgnować). Mimo ostatnich reform zdrowia w szkolnictwie baton owsiany polany czekolada i syropem glukozowo-fruktozowym jest gorszy niż tabliczka gorzkiej czekolady. Ale ciężko jest walczyć z reklamą i z 29 innymi dziećmi w klasie, którzy uważają taki baton za zdrowy.

Kolejną kwestią są święta przedstawione w bardzo negatywnym świetle. Począwszy od Bożego Narodzenia jako choinki i prezentów kończąc na Haloween, o którym nie powinno być mowy. Niestety wszystko jest tak wplecione w podręczniki, czytanki, rytm szkoły, że ciężko to przeskoczyć. Ciężko szczególnie na etapie, gdy nauczyciel nabiera większego autorytetu niż rodzic. A tak na pewnym etapie się dzieje.

Problemem są też koledzy. Już teraz widzę, że po zbiórkach harcerskich moje dziecko nie jest sobą. To przykre. Czas spędzony na aktywnej zabawie z duchowym programem a jednak coś jest nie tak. Wpływ rówieśników, którzy reprezentują różny poziom (nawet na poziomie tej samej kościelnej społeczności) jest ogromny. Ciężko opisać ten problem i zjawisko w jednym akapicie. Ale niestety tak jest, że prościej jest kogoś ściągnąć ze stołu niż na niego wciągnąć a tak własnie wygląda sprawa z oddziaływaniem na kolegów w szkole, którzy Boga nie znają.

Ostatnią kwestią, którą chce wam przekazać jest “moc Ducha Świętego”. Czytając zarówno Stary jak i Nowy Testament możemy dostrzec w ludziach duchy. Nie chodzi o straszydła, a o działanie albo Ducha Świętego, albo duchów złych aniołów, którzy przyłączyli się do szatana. Każdy z nas ma jakiegoś ducha. Możemy tego tajemniczego “ducha” wyjaśnić w formie przysłowia “z kim przystajesz, takim się stajesz”. I o to własnie tu chodzi.

Zwróć uwagę na Jezusa. Wiedział, że będzie dużo czasu spędzał z ludźmi, którzy Boga nie znają. Jego czas o poranku czy też po nocach był spędzony własnie z Ojcem, by przekazać to, co najlepsze. Jezus był gotowy spotkać się z ludźmi. Nie byli w stanie odwrócić go od czynienia dobra. Nie byli w stanie mu przekazać złego “ducha”.

Nie zachęcimy naszych dzieci czy nastolatków do pobudki o 4 by spędzały dwie godziny z Jezusem i potrafiły odeprzeć pokusę. Nie są jeszcze na to gotowi. Nie są więc też gotowi na spotkanie z rówieśnikami, którzy bardzo łatwo mogą iść pociągnąć do złego, dać im złego “ducha”. Badajcie duchy – radzą apostołowie – idźmy za tą radą!

Czasami jednak posłanie do szkoły jest konieczne, bo tak czasem bywa. Nim postanowisz, nawet nim zaczniesz wybierać szkołę uzbrój się w modlitwę i jeszcze raz modlitwę. Możesz stworzyć rodzicielski komitet modlitewny jeżeli w więcej osób zdajecie sobie sprawę z problemu i poszukujecie najlepszego miejsca dla swoich dzieci. Zapytaj Pana Boga, gdzie będzie Twojemu dziecku najlepiej. Z moich praktyk wynika, że prywatna placówka może być gorsza niż państwowa szkoła czy przedszkole. Wszystko zależy od wychowawcy i innych nauczycieli jacy będą pracować w tej grupie. Zachęcam Cię również do skorzystania z alternatyw takich jak Montessori, Waldorf czy Leśna Edukacja. Bądź ostrożny z wyborem chrześcijańskich placówek. Nasza czujność jest uśpiona kiedy poślemy do takiego miejsca nasze dziecko. Zdaje nam się, że tam musi być Bóg! Wspomniane już wcześniej moje praktyki pokazały, że niestety bywa inaczej. Jedna z chrześcijańskich szkół, do jakich trafiłam pomimo wysokich wyników w nauce miała dramatyczne sposoby dyscyplinowania oraz przekazywania duchowej wiedzy.

Nie uważam rodziców za gorszych jeżeli posłali dziecko do przedszkola czy szkoły. Nikt z nas nie jest gorszy. Warto jednak zastanowić się nad tematem z prostej przyczyny. Największy wpływ ma na dziecko osoba/osoby, które spędzają najwięcej czasu z naszymi dziećmi. Nauczyciele chcą zrobić z dzieci grzecznych i zdolnych uczniów. A my jako chrześcijańscy rodzice wiemy, że wychowujemy ich nie po to, by byli prawnikami, lekarzami i zarabiali duże sumy pieniędzy (chociaż to wszystko nie jest złe samo w sobie). Wychowujemy ich po to, by zostali zbawieni. By nie zachwiali się w wierze w Jezusa i jego ofiarę. Tak, by mogli cieszyć się życiem wiecznym, do którego nie zabierzemy ani jednego świadectwa szkolnego a nawet naszego mieszkania czy samochodu.

0 0 głos
Ocena wpisu
guest
3 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
zosia
1 rok temu

Zgadzam się w pełni z tym co napisałaś 🙂

Kasia
Kasia
1 rok temu

Niestety nie wszyscy mają możliwości finansowe ale też nie czują się na siłach żeby samodzielnie kształcić dzieci.
Ale czy dobrze zrozumiałam że szkoła jest zła bo dziecko spotyka się z innymi dziećmi, ktore niekoniecznie wyznają ten sam system wartości co my, więc lepiej żeby się z nimi nie spotykało?