Baśnie (nie) dla dzieci!

To był chłodny, choć upalny wieczór, w zasadzie już była noc. Siedzieliśmy w białym namiocie otoczeni ślubnymi ozdobami i tysiącami małych lampeczek. Przed nami stały puste talerze i szklanki. W brzuchu było już niemal wszystko, co można było zjeść a w uszach grała nieustająca muzyka. Mimo tego przywykliśmy już do przekrzykiwania jej i rozpoczęliśmy kolejny wątek w naszej rozmowie. Czy wytrzymałybyśmy z naszymi mężami na bezludnej wyspie? Stwierdziłam szybko, że nie. Na początku byłoby całkiem fajnie, ale później zrobiłoby się nudno. Moja rozmówczyni powiedziała, że jej by się to nie znudziło, mogłaby tak cały czas w końcu o to chodzi w miłości. Nie myślałyśmy, że tylko zima dzieli nas od przetestowania w praktyce naszych wybujałych wyobrażeń. Choć nasi mężowie nie wypowiedzieli się w tej kwestii, jednak bacznie nam się przysłuchiwali. Dziś każdy z nas – oni mający największy staż, my z odrobinę mniejszym, a nawet para młoda – tamtejszej nocy zostaliśmy zamknięci na bezludnej wyspie z adresem DOM.

To, co boli mnie najbardziej, to wywlekanie domowych brudów poza domem. Oczywiście ostatnio sami wypraliśmy garnitur w pralni, ale skarpetki? Takich rzeczy nie wypada wynosić z domu w sztywnym i śmierdzącym stanie. Wiesz co to oznacza w praktyce? Nikt nie powinien wiedzieć o Twoich problemach z mężem/żoną – nawet Twoja mama! Czy o żadnych? Oczywiście pomocy należy szukać przy wszelkiej typu agresji i przemocy. W tej sytuacji moje słowa wsadź do kosza. Jednak, gdy sytuacja jest daleka od przemocy, ale bliska kolejnej rodzinnej afery o zabawki w salonie, ostatnią rzeczą jaką powinniśmy zrobić to wziąć telefon do ręki. Niezależnie od tego czy chcecie zadzwonić do mamy, przyjaciela czy pohejtować (anonimowo lub nie) męża w sieci.

Istnieje pojęcie syndromu żony marynarza. Ukazuje nam on ukrytą prawdę nie o naszym związku i tym ile jesteśmy siebie warci teraz w czterech ścianach, ale o systemie, w jakim nauczyliśmy się żyć. To normalne, że mężczyzna wychodzi do pracy a kobieta idzie do innej lub zostaje z dziećmi. Przepracowujemy sobie pewne schematy i trzymamy się ich nawet nie zdając sobie sprawy z ich istnienia.

Podam przykład, na przykładach uczymy się najlepiej. Mężczyzna wychodzi z domu. Gdy tylko zamyka drzwi, żona wstaje z łóżka i rozpoczyna przygotowywać śniadanie. Jednak w obecnej sytuacji nikt do pracy nie wychodzi i brakuje sygnału “pora wstać”. Rodzice leżą dłużej, dzieci zaczynają być głodne i marudzą, jednocześnie robiąc gigantyczny bałagan w całym domu. Podświadomie spychamy na siebie odpowiedzialność kto ma wstać pierwszy i kto ma dziś zrobić śniadanie. Teoretycznie żona zawsze robi śniadanie, dlaczego nie zrobi i dziś? Z drugiej strony mąż zwykle wstaje wcześniej, czemu miałby dziś dłużej nie poleżeć? Konflikt gotowy i co ciekawe:
a) nie ma w nim winnych,
b) nie wydarzyłby się, gdyby mąż wyszedł do pracy.

To przykład samego poranka, ale chodzi mi o schemat działania. Podobna kwestia może dotyczyć spaceru, skarpetek, otwartego okna, rodzaju soku itp. Wybuchamy, chwiejemy się tylko dlatego, że w naszym domu pojawił się domownik, ale o dziwnej porze dnia i dziś nie jest weekend. Nie wiemy jak się zachować, bo nie mamy w tej sytuacji wypracowanych schematów.

8 rad jak nie pozwolić wirusowi zabić Twojej rodziny

1 . Stwórz plan dnia

Ja wiem, że to banalne, ale nad wyraz skuteczne. Nie ustalaj sztywnych godzin, gdy nie musisz np. stawić się w zdalnej pracy o godzinie X. Cenne są etapy, które następują po sobie. Możesz też wyznaczyć sobie ostateczny czas wstania z łóżka, ale daj sobie dużo luzu. Postaraj się działać wspólnie lub wymieniać się np. komputerem, czy dostępem do pomieszczenia. I tak dobrze jest ustalić posiłki, codzienne ogarnięcie domu (nawet jak nie masz dzieci), pracę, wyjście z psem, spacer, przyjemności.

2. Zapomnij o wyglądzie gnoma

Moje pierwsze z wielu pytań brzmi dla kogo picowałeś/aś się w dniu ślubu? Jeśli dla gości to naprawdę słabo! Ja wybrałam sukienkę, która na pewno spodoba się mojemu mężowi. Kolejne pytanie brzmi: co zmieniło się, że teraz możesz wyglądać jak potwór? Przecież nadal wybranka/wybrankę masz obok siebie! Tylko gości nie ma. Nie rezygnuj z dresów, spokojnie. Jednak niech to nie będą dziurawe leginsy pamiętające Twoje czasy liceum. Zrób lekki makijaż (o ile jesteś kobietą), ogól ten kilkudniowy zarost (o ile jesteś mężczyzną), codziennie bierz prysznic i zmieniaj skarpetki. Jak chcesz wiedzieć więcej biegnij do starego wpisu o wyglądzie po ślubie.

3. Wyznacz sobie cel

Tylko błagam niech to nie będzie obejrzenie całego sezonu jakiegoś serialu na Netflixie. A nawet jeśli taki będzie cel, to wyznacz sobie jeszcze jeden. Mam kilka propozycji w stylu naszej rodziny, ale śmiało dobierz coś idealnego dla siebie:
– przesłuchanie Alchemika Paulo Coelo czytanego przez Fronczewskiego,
– przeczytanie wspólnie, jednocześnie, w tym samym czasie książki o małżeństwie lub rodzicielstwie,
– przestudiowanie wybranej księgi z Pisma Świętego,
– znalezienie ścieżki w Twojej okolicy, której nigdy nie zwiedziliście i nie wiecie dokąd prowadzi,
– zagranie w każdą grę planszową jaką macie w domu,
– wypisanie miejsc i osób, które chcecie odwiedzić w pierwszej kolejności, gdy będzie to możliwe,
– codzienne ćwiczenia na macie
– wspólne zaplanowanie budżetu, remontu, zmian na ten rok,
– codzienny telefon (najlepiej wideo) do rodziny i przyjaciół
– stworzenie domu tymczasowego dla zwierząt porzuconych przez właścicieli-fanatyków wirusa.

4. Nie zapominaj o randkach

Zamów jedzenie on-line, zapal świeczki i wyciągnij zapomniany obrus z szafki. Puść muzykę. Mimo tego, że macie siebie dość nie macie siebie w pełni i wystarczająco. Każdy siedzi za swoim ekranem, utopiony w swoich obowiązkach. Choć jesteście obok siebie, nie jesteście razem. A właśnie bycie razem, nie obok siebie wzmacnia.

5. Módl się razem codziennie z małżonkiem

Badania na temat duchowości rodziny są najlepszymi badaniami jakie kiedykolwiek spotkałam w swoim życiu. Jedne z nich mówią, że… małżeństwa, które chodzą co tydzień do kościoła oraz modlą się codziennie razem prawie się nie rozpadają. Tylko 1 z takich par na 1429 rozpada się. Więc w święty dzień organizujemy kościół domowy plus codziennie modlimy się razem. Sukces gwarantowany.

6. Nie zapominaj o Bogu

To, co nas ratuje z wielu opresji to nie nasz kościół, nie nasza wspólnota, nawet nie współmałżonek, ale nasza osobista relacja ze Stwórcą. Dlatego zachęcam Cię byś nie zapominał(a) w tym dziwnym czasie o osobistym namiocie, nabożeństwie, cichym czasie czy jakkolwiek to nazwiecie. Potrzebujesz codziennie karmić się Bożym słowem i pomodlić się w ciszy.

7. Pozwól sobie pobyć sam na sam ze sobą

Nawet największy sangwinik i entuzjasta spotkań z innymi potrzebuje czasu tylko dla siebie, w samotności, sam, bez ludzi, tylko on jeden. Może to być samotny spacer, herbata wypita na parapecie, kąpiel w wannie bez przeszkadzaczy itp. Ważne by było to bez męża, dzieci, kota.

8. Nie zapomnij o endorfinach

Endorfiny to takie hormony, które sprawiają, że nam się chce, że czujemy się szczęśliwi, zmotywowani, zadowoleni. Łatwo o nich zapomnieć i przestać o nie dbać w tym dziwnym czasie, gdy nawet słońce jest średnio dozwolone. Jak my ich nie mamy, to nawet wysysamy telepatycznie je z innych psując nie tylko sobie dzień oraz domową atmosferę, ale też innym. Dlatego mam kilka pomysłów. Skorzystaj z nich, gdy czujesz, że to nie Twój dzień:
– weź zimny prysznic,
– poćwicz na macie,
– pobiegaj w lesie,
– obejrzyj kabaret,
– kochaj się (tak, dokładnie o to mi chodzi),
– zjedz coś ostrego.

Wspierajmy się w tym czasie. Łatwo jest ocenić sąsiadów za ścianą, kumpla z pracy na Fb, małżeństwo z psem w parku. Odłóżmy już na bok rywalizację, ocenę, wyższość. Zamieńmy je wszystkie na wsparcie. A jak widzisz, że ktoś sobie nie radzi podrzuć mu ten wpis, zmów modlitwę i głowa do góry! 🙂

0 0 głos
Ocena wpisu
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze