Zero waste, minimalizm i inni bogowie

Ostatnio tak mam, że z byle powodu mam problemy żołądkowe. Leżę wtedy w łóżku dziękując Bogu, że moje dzieci potrafią zrobić sobie owsiankę z moją minimalną pomocą. Dziś był właśnie taki dzień, budzę się rano i wiem, że mój żołądek znów ma problem. Postanowiłam wykorzystać przymus leżenia w łóżku i nadrobić oglądanie Netflix’a. W ruch poszło coś, na czym się (nie)znam. Obejrzałam dokument na temat sprzątania oraz minimalizmu.

Jakiś czas temu na zajęciach z Duchowości Rodziny (studiowałam nauki o rodzinie na wydziale teologicznym UŚ) ks. Bartoszek opowiadał o etapach duchowości, przez jakie przechodzimy. Jako ludzie możemy otworzyć się na duchowość lub nie. Jeżeli jednak jesteśmy na nią otwarci, przechodzimy przez jej etapy dochodząc do samego sedna. Możemy zaobserwować ten schemat na podstawie poniższej grafiki.

Zero waste, minimalizm i inni bogowie


Pierwszym etapem ludzkiego zainteresowania duchowością jest coś bardzo powierzchownego. Zorientowanie się, że istnieje coś więcej, większa moc. Uświadomienie sobie, że nie żyjemy z dnia na dzień. Przykładem może być zachwyt nad wschodem słońca kiedy czekasz na tramwaj. Wybierasz wtedy patrzenie na panoramę miasta, a nie w telefon. To zdanie sobie sprawy, że świat i społeczeństwo biegnie donikąd. Pierwszy etap duchowości to odrzucenie owczego pędu, czytanie dzieciom książek, wychowanie z namysłem, to chęć czegoś więcej i umiejętność zobaczenia czegoś więcej.

Jeśli popatrzysz na powyższy diagram, zobaczysz, że kolory nawzajem przenikają się. Jest tak dlatego, że ciężko powiedzieć, kiedy ktoś przechodzi z jednego etapu duchowości do kolejnego. Duchowość ma też różne odcienie i dla każdego z nas będzie oznaczała odrobinę coś innego. Inne sprawy będą dla nas ważne, na inne rzeczy możemy zwrócić uwagę. Wszystko zależy od naszej rodziny, środowiska, pracy, wychowania, doświadczenia itd.

Kolejnym etapem będzie religijność. O ile jesteśmy chrześcijanami, będzie dla nas ten etap oznaczać chodzenie do kościoła oraz uczestniczenie w różnych praktykach religijnych. Może to być świętowanie, wyznaczniki naszego kultu w domu (obrazy, Pismo Święte), działalność na rzecz kościelnej wspólnoty czy parafii. Dla osób niewierzących będzie to pójście w stronę praktyk tyle, że nie religijnych. Będą to praktyki dążące do zminimalizowania ilości śmieci w domu. Najlepiej do jednego słoika po dżemie w ciągu roku. I mamy Zero Waste. Może to też być szaleńcza ochota zmierzająca do minimalizmu. Posiadanie tylko 33 ubrań lub do czego dąży niemal każdy zapalony minimalista, 100 wszystkich rzeczy łącznie ze sztućcami, skarpetkami i liczbą kuchennych zapałek w pudełku. Jeśli nie zero waste i nie minimalizm to weganizm. Unikanie nie tylko jedzenia zwierząt, ale ich produktów np. mleka czy miodu, a także zrezygnowanie z butów ze skóry a nawet wełnianej czapki. To szukanie wegańskiego fryzjera, by nie nie stykać się z czymkolwiek pochodzenia zwierzęcego. Możemy do tego dodać modne ostatnio hygge (czyli duński sposób na szczęście) lub skandynawskie wychowanie dzieci bez ani jednej plastikowej zabawki.
Drugim etapem będą wszelkie dążenia do przestrzegania pewnych zasad i reguł. Kościół, chrześcijaństwo, Biblia daje nam je. Jednak, gdy ich nie mamy lub te praktyki mają na nas zbyt mały wpływ, uciekamy się do czegoś innego.

Ostatnim elementem jest etap trzeci, w którym z chrześcijańskiej perspektywy wzbijamy się ponad bycie religijnym, czyli wiemy i orientujemy się, że nie chodzi tylko o religijność. Jest to osobista relacja z Bogiem, dążenie do świętości, wypełnienie Duchem Świętym. Po prostu chodzenie z Bogiem. Studiując przypowieść o pannach nie trudno zauważyć, że wstęp na wesele Baranka (zbawienie) jest zarezerwowane tylko dla tych, którzy posiadają oliwę. Oliwa w Piśmie Świętym symbolizuje właśnie Ducha Świętego. Reasumując bez dojścia do najgłębszego etapu duchowości nie ma zbawienia, które oczywiście jest nam dane za darmo.

Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę! Nie jest to więc waszą
zasługą, lecz darem Boga. Nie za dokonane czyny, aby nikt się nie chełpił.

Ef 2,9


Warto wiedzieć, że środkowy element koła nie pozostaje długo pusty, jeżeli jesteśmy otwarci na duchowość. Kiedy trzymamy się z dala od chrześcijaństwa, nasze najmniejsze koło zostanie wypełnione przez coś, co sprawi, że jako ludzie czujemy się lepiej. Będą to wszelkie dążenia do zgłębienia siebie. Przeznaczenie czasu o świcie tylko dla siebie i swój rozwój, zagłębianie się we wschodnią medytację, uprawianie jogi, kuchnia pięciu przemian, sprzątanie z Marie Kondoo. Pozornie elementy, które wymieniłam mają miejsce w drugim kole, jednak nie ma jogi bez jej duchowości (nawet jak wmawiamy sobie, że jest inaczej), nie ma sprzątania z Marie Kondoo bez wdzięczności dla domu i rzeczy (a nie dla Boga!). Nie ma prawdziwego wegnizmu, który nie dyktuje odmowę babcinej zupy na śmietanie.

Lubię powtarzać, że Bóg nie chciał dać swojemu ludowi ciężkiego prawa. Lubię też przytaczać biblijne postaci, które złamały Boże prawo na prośbę samego Boga (np. Ozeasz, Abraham). Dzieje się coś niezwykłego, kiedy jako chrześcijanie poddamy się Bogu i wejdziemy w osobistą relację z nim. Zmiana patrzenia na duchowość z obszaru pierwszego i drugiego dokonuje się, kiedy wchodzimy w relację z Chrystusem. Dzieje się tak dlatego, że Bóg chce sam podpowiadać Ci, co masz robić, a nawet jak masz to robić.

Ludzie uważają mnie za odrobinę stukniętą. Przywykłam do tego. Dzieje się tak prawdopodobnie dlatego, że zachęcam rodziców, by modlili się przed rozpoczęciem porządków w swoim domu. Zachęcam też do modlitwy i proszenia Boga, by wskazał, w jakim kierunku wychować to konkretne dziecko. Zachęcam do modlitwy, by sam Bóg wybrał danej rodzinie dietę i sposób odżywiania się. Na pozór mogłoby się zdawać, że jestem weganką, minimalistką, mistrzynią porządków i codziennych ćwiczeń na macie. Ja jednak jestem chrześcijanką. Studiując Biblię i modląc się, doszłam do etapu diety, która jest opisana na kartach Starego Testamentu. Studiując Nowy Testament, doszłam do znaczenia minimalizmu w moim życiu. Prosząc Boga o pomoc, w utrzymaniu czystości w domu dochodzę do tych samych wniosków co wielcy mistrzowie sprzątania. Badając kulturę biblijną i zmiany społeczne na przestrzeni wieków widzę, jak dobry wpływ ma wychowanie blisko natury.

Mimo wszystko nie lubię mówić, że jestem weganką. Kupiłam ostatnio mamie w prezencie torebkę ze skóry. Moje dzieci jadły u babci zupę na śmietanie a ja wczoraj z przyjaciółką jadłam lody! Gdybym była weganką nie pozwoliłabym babci zrobić jej popisowej zupy, mamie nie sprawiłabym torby, która w końcu (mam taką nadzieję) nie rozpadnie się po jednym sezonie. Wszystko dlatego, że weganizm nie jest dla mnie najważniejszy. Skandynawskie wychowanie też nie jest dla mnie jedyne i racjonalne. Jak wielką przykrość sprawiłoby moim dzieciom wyrzucenie Psiego Patrolu pokrytego plastikiem. Zdrowe zasady może dyktować nam tylko Bóg. Idąc razem z nim nie popadniemy w skrajności.

Jedno z 10 przykazań informuje nas, byśmy nie mieli innych bogów. Dziś w nurcie szybkiego dostępu do danych możemy zgłębić co tylko chcemy. Często postępujemy tak, nie pytając Boga o zdanie. Nie zgłębiając jego wiedzy i jego mądrości. W końcu mądrość tego świata jest głupstwem dla Boga. Mimo tego często odrzucamy najprostsze praktyki religijne, takie jak codzienną modlitwę, codzienne studium Pisma Świętego i regularne uczęszczanie do kościoła. Te braki powodują w nas ochotę wypełnienia duchowości czymś innym. Czymś, co będzie dla nas ekscytujące. Szukamy idei, która pozwoli nam żyć z pasją zapominając, że to Bóg powinien być naszą pasją. Myślę, że dziś inni bogowie to nie Hades, Posejdon czy Hera. To też nie od razu New Age czy inne radykalne praktyki. Dziś naszym bogiem może stać się nieposiadanie śmieci za wszelką cenę, dziś naszym Bogiem może stać się czysty dom, dziś naszym bogiem może stać się dieta, dziś naszym bogiem może być sposób na wychowanie. Wszystko, czego kurczowo trzymamy się nie pozwalając przekroczyć pewnej granicy. Wszytko, co sprawia, że chcemy być coraz lepsi nie w Bogu właśnie w tej dziedzinie. Wszystko, co sprawia, że idziemy w podziwie za influencerami zamiast za Bogiem. To wszystkie działania, w których uciekamy do ludzi, którzy nie wierzą Bogu błędnie myśląc, że nauczymy się od nich szczęścia.

Jakiś czas temu przeglądając internet natrafiłam na „slow live”. Pomyslałam wow! Cóż za fantastyczna idea! Weszłam czym prędzej na stronę, szperając w poszukiwaniu większej ilości informacji. W końcu zaskoczona zamknęłam komputer. Nowy nurt „slow live” od dawna był udziałem naszej rodziny. Wyprzedziłam modę na powolność w życiu? Wątpię! Nadal mam wrażenie, że za szybko biegnę, za szybko… Mimo tego Bóg sam doprowadził mnie do idei „slow live”.

Jakiś czas temu skończyłam czytać książkę „Zabawa” Andre Stern. Po skończonej lekturze znajdowały się w niej tylko dwie zakładki. Współczesny podziwiany pedagog – spodziewałam się czegoś odkrywczego. Książka była cieniutka i w małym formacie. Dokładnie jak ta, którą dała mi ostatnio znajoma ze słowami: „Bóg powiedział mi, że mam Ci ją podarować”. Książka mówiła o dzieleniu się z dziećmi ewangelią w praktyczny sposób. Ilość zakładek, odkrywczych myśli i motywów zmiany mojego myślenia było z 30 jak nie więcej. Wniosek dla mnie jest prosty. Bóg będzie dla nas największym odkryciem, jeśli mu tylko pozwolimy. Bóg nie ma jak działać, jeśli w naszej głowie jest tylko nowy filmik na kanale czy przejrzenie Insta story.

Koła duchowości mogą uświadomić nam gdzie właśnie się znajdujemy. Pokażą też dokąd zmierzamy. Jeśli masz brak chęci poznania Boga, Twoje koło szybko wypełni się czymś innym. Jeśli brak Ci inspirującej praktyki religijnej, Twoje średnie koło wypełni się czymś innym. Jeżeli nie posiadasz Ducha Świętego, Twoje najmniejsze koło prędko zostanie wypełnione przez coś ekscytującego, ale nie do końca oczekiwanego…

Trzymając się tylko jednego i prawdziwego Boga, trzymając się tylko jego zasad jesteśmy w stanie osiągnąć coś więcej niż duńskie szczęście, japoński porządek, skandynawskie wychowanie. Bóg chce nam dać więcej. Nasze zadanie to prosić o Ducha Świętego i nie zapominać o codziennej religijnej praktyce za zamkniętymi drzwiami. Wtedy inni bogowie nie wedrą się tak łatwo. Po prostu zostaną za drzwiami a my pozostaniemy wolni w Chrystusie.

5 1 głos
Ocena wpisu
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze