Jak polubić poranki
||

Jak pokochałam poranki

Nie wiem jak u Was, ale u mnie do niedawna poranki wyglądały tak: Połamana, niewyspana z chęcią mordu tylko dla tego, że już jest po 7 godzinie. Poduszka mokra od cieknącej śliny a policzki od wczorajszego tuszu. No a to dopiero początek pełnego przeżyć poranka… Bo gdzie tam śniadanie? Prysznic? Jak wygramolić się z bałaganu?

Teraz przedstawię Ci inny scenariusz. Godzina 5.00 budzę się. Jednak nie budzi mnie płaczące dziecko, budzik czy chrapiący mąż. Budzę się sama (a może budzi mnie ktoś niezwykły?). Mam chwilkę by poleżeć, popatrzeć przez okno, pomyśleć. Idę do łazienki. Myje twarz, zęby, układam włosy i sprawiam, że bez strachu ludzie spojrzą w mi w oczy. Ubieram się. W dużym pokoju czeka na mnie śliwkowa herbata z cynamonem. Dzięki termosowi nadal jest gorąca. Zapalam najmniejszą lampkę. Siadam na sofie, przykrywam się kocem.  Pijąc herbatę cieszę się ciszą, wschodzącym słońcem, rozmową z Najwyższym. Gdy w kubku już nic nie ma otwieram Biblię wraz z moją ulubioną aplikacją. Czasem sięgam jeszcze po książkę, gdy starczy mi czasu. Zerkam na listę zadań na dany tydzień, notatki i te bliższe jak i dalsze, czekające mnie obowiązki. Planuje dzień. Czasem wyślę SMSa, @, lub zaplanuje coś nowego. Budzą się dzieci. To taki smieszny widok jak zaspane nie zauważają mnie w pokoju tylko idą dalej do łazienki. Czasem mówią „cześć” i wchodzą ze mną pod koc, czasem idą przytulić się do taty a czasem nim zdążą zrobić siku już słyszę jak urządzają w pokoju wyścigi. Kroje owoce, dzieciaki przygotowują talerze i tak właśnie zaczyna się nasz udany dzień.

To nie idylla, to coś realnego na wyciągnięcie ręki. Opisałam Ci mój poranek, nie moje wyobrażenie o nim. Więc wypadało by się zastanowić na czym polegał problem moich poranków z przed kilku miesięcy?

  • bałagan pozostawiony wieczorem
  • zbyt późne chodzenie spać
  • nie przygotowanego śniadania wieczorem
  • wędrujący do naszego łózka nocą dwu latek
  • brak samo zaparcia
  • złej diety

I widział Bóg światłość, że była dobra; i rozdzielił Bóg światło i ciemność. I nazwał Bóg światło dniem, a ciemność nazwał nocą. I tak nastał wieczór, i nastał poranek, dzień pierwszy (Rodz. 1,1-5 BG, BP)

Cały myk polega na tym, że jak dobrze zacznę dzień to dobrze go skończę a dobrze skończony dzień to dobrze zaczęty. Jak to się dzieje? Wiesz, że wg biblijnego podziału nowy dzień zaczyna się wraz z zachodem słońca? Nie rozumiałam tego, jeszcze do niedawna. Kiedy wstaje rano i widzę ogarniający mnie zewsząd bałagan od samego rana nie mam naprawdę ochoty nic robić. Jednak gdy moja kuchnia jest wysprzątana to, aż chce zrobić się jakieś pyszne śniadanie. Nawet gdy wstanę lewą nogą a w robocie mam już ciasto na gofry, gofrownica nie leży zakopana w szafie, a na blacie nawet leżą wybrane owoce to nie mam pretekstu, by nie wlać ciasta do gofrownicy ;). Więc kluczem jest przygotowanie się wieczorem do nowego dnia/poranka. Więc z wieczora trzeba zadbać o ciepłą herbatę w termosie, koc na sofie i Biblię na małym stoliczku. Przygotować co tylko mogę na śniadanie. Zaległe obowiązki przełożyć z nocy na następny dzień a najlepiej poranek.

No dobra a co z budzącymi się i wędrującymi po nocach dziećmi? Mój obecny plan nie jest dobry dla rodziców noworodka. Ale przedszkolaka (i w górę) już owszem. Jako mama 3 miesięczniaka nie ustawiła bym sobie budzika na 5.00, ale na pewno przygotowała bym się wieczorem do dobrego nowego dnia. Myślę, że niebawem napiszę kilka słów o przesypianiu całych nocy i wędrowaniu do łóżka rodziców. Ale słowa klucz to konsekwencja i cierpliwość. Niezawodna jest też pomoc taty.

A co ma dieta do wstawania? Jeżeli nie wiesz przeczytaj mój poprzedni wpis Mama na diecie dąbrowskiej. A najprościej mówiąc jak się nażresz na noc nie oczekuj, że po całonocnej pracy Twojego organizmu z trawieniem będziesz mieć silę by rano wstać. Do tego potrzeba samozaparcia, wiem. Do pierwszych kilku razów z wstaniem o 5 lub 6 rano też. Jednak ta radość, ten pokój, ta wyjątkowość poranków daje motywacje do tego, by wstać po raz kolejny i kolejny. Sami spróbujcie ;).

Pamiętaj, że Twój dzień zaczyna się wieczorem. Bądźcie pełni dyscypliny. W końcu wymagacie ją od dzieci, więc dlaczego by od siebie nie? Na koniec opis naszego wieczoru czyli według nowego założenia początku dnia. Tak, aby poranki były pełne radości.

Przed kolacją chłopcy sprzątają pokój. Koło godziny 18 jemy kolację. Staramy się by było to coś lekkiego. Zupa, surówka, chleb z pastą. Chłopcy z tatą idą na wieczorną kąpiel ja w tym czasie sprzątam po kolacji i przygotowuje śniadanie. Maluchy ubrane w piżamach wędrują na naszą codzienną rodzinną naradę. Wspólnie rozmawiamy, czytamy, śpiewamy. Chłopaki idą z tatą spać. Jest koło godziny 20.00 kończę przygotowania w kuchni lub wędrując po domu sprzątam ostatni, wieczorny bałagan. Siadamy z tatą na naszą małżeńską naradę. Też rozmawiamy, też coś czytamy razem. Nie można zapomnieć o prysznicu, bo z rana szkoda na niego czasu. Jest godzina 21.00 czasem 22.00 można iść spać, by obudzić się przed budzikiem.

Nie przekonał Cię ten wpis? Jakiś czas temu natrafiłam też na książkę „Co ludzie sukcesu robią przed śniadaniem?” Jeżeli jesteś zapracowanym rodzicem polecam Ci filmik, streszczenie książki. Można ona Cię przekona do wstania przed swoimi dziećmi? 🙂 Co ciekawe poruszone trzy zagadnienia jak kariera, rodzina i rozwój osobisty realizuje na raz dzięki czytaniu Biblii, która pomogła i pomaga mi nie tylko na tych trzech płaszczyznach :).

Podobne wpisy

  • |||

    Jak uczestniczyć w kościele on-line?

    Nie lubię, naprawdę nie lubię poruszać na blogu tematów, które aktualnie poruszane są w mediach. Tym razem jednak poczułam zew powołania, bo wielu z nas, chrześcijan postanowiło dzień święty spędzić w domu. Jednak czy wiemy jak uczestniczyć w mszy przed telewizorem? Czy kazanie mogę obejrzeć w piżamie i z kanapy? A w końcu czy muszę oglądać nabożeństwo on-line? Był taki moment w historii Izraela, gdzie Bóg powiedział, że ma serdecznie dość ludzkich świąt w tym cotygodniowego święta…

  • |

    Ciche zabawki do kościoła

    Oczywiście można mieć konserwatywne podejście. Można wychować dziecko nie zabierając zabawek do kościoła. Można nauczyć od dzieciństwa skupiać się na słowach, które padają zza kazalnicy. Można. Jednak czy to nie walka z wiatrakami? Czy my jako rodzice nie ucierpimy zbytnio na tej walce, która może nie przynieść pożądanych efektów? Nawet jeśli przychodzi w życiu dziecka taki moment, w którym zabranie zabawek do kościoła będzie destrukcyjne, tak niezabranie ich w najmłodszych latach będzie również destrukcyjne, ale już nie tylko dla…

  • |

    (Nie)zwykła historia cz.3

    Zadzwonił do mnie z Kołobrzegu kolega fotograf. Pytał, czy nie pomógłbym mu w wejściu z pocztówkami na rynek lubelski. Chodziło o zrobienie zdjęć Lublina, Kazimierza Dolnego, Nałęczowa, a później założenie punktów sprzedaży pocztówek. Odebrałem to jako Bożą odpowiedź na nasze modlitwy. W końcu coś się ruszyło. Miałem perspektywę pracy na kilka lat. Obawiałem się trochę tej dystrybucji, bo nie czuję się dobrze w tej branży, ale fotografowanie, to było to co lubię.  Już w marcu zacząłem jeździć i robić zdjęcia….

  • |

    (Nie)zwykła historia cz.1

    Żona i ja urodziliśmy się i mieszkaliśmy w Kołobrzegu. Po jakimś czasie zaczęło nam ciążyć życie w tym mieście. Co prawda nie jest to duża miejscowość, bardzo zadbana i wygodna, jednak odwiedzający ją turyści sprawiają, że w sezonie letnim traci swój urok. Jest bardzo hałaśliwie, tłoczno i jakoś tak obco. Nie czuliśmy się dobrze w tej atmosferze. Ponieważ większość stałych mieszkańców czerpie zyski z turystów wymusza to na nich pewną uległość i dostosowywanie się do trendów jakie panują…

  • |

    Zima, która trwała dwa lata

    Do napisania tego tekstu zabierałam się kilka razy przed komputerem i kilkaset razy w moich myślach. Przyszła jednak pora na kilka słów tu, na naszym blogu. Opowiem Wam o tym co wydarzyło się pewnej zimy i jak pierwszy śnieg naszego najmłodszego syna witałam łzami patrząc na zmianę na łóżeczko małego Benia i w okno, gdzie widać las pokryty po raz pierwszy w tym roku puchem, który zawsze tak cieszył. Jednak nie tym razem… To był…

  • |

    (Nie)zwykła historia cz 5.

    W 2007 roku miało miejsce również największe wydarzenie w naszym wiejskim życiu. Moi rodzice kupili dom 12 km od nas i przeprowadzili się z Kołobrzegu. Mama od dawna nosiła się z zamiarem przeprowadzki na wieś. Podobnie jak my, też była zmęczona miejskim zgiełkiem i sezonami letnimi w Kołobrzegu. Spodobały jej się okolice Chruślanek i marzyła sobie o małym domku, gdzieś na lubelskiej wsi. Ponieważ mieszkanie, w którym mieszkali było kwaterunkowe,…